Ściema rekrutacyjna. S01E01 – pilot serialu

Rekrutację, nie tylko w Polsce (marna to pociecha, owe ‚tylko’), toczy raczysko moralnej zgnilizny. Choróbsko to objęło również szkolenia – działalność bezpośrednio związaną ze środowiskiem human resources management (które, to z prawdziwem zarządzaniem miewa niewiele wspólnego). O HRM jako branży, pisać tu jednak nie będę. Producent, na szczęście, przeznaczył sporo funduszy na serial, tak więc i na całość HRM przyjdzie czas. 

TEZA PIERWSZA. Smrodek unoszący się nad procesami rekrutacyjnymi, nie dotyczy tylko firemek z nikąd, ale także (rzekomo) renomowanych i znanych agencji. 

To, że można znaleźć pojedyczne przypadki agencji rekrutacyjnych, wręcz kryształowo czystych (właściwie pod każdym względem) i jakoś mimo tego zarabiających, nie umniejsza prawdziwości faktu wskazanego w pierwszym akapicie. Jedna jaskółka wiosny nie czyni. 

Znam osobiście kilka niewielkich (lub bardzo małych) specjalistyczych firm z branży rekrutacyjnej; właściciele wprost mi mówią, że szlag ich trafia z powodu tego, co wyprawiają inne (w tym duże) agencje rekrutacyjne. Boli ich, ponieważ dzięki złym praktykom innych, negatywnie postrzegani są także ci, co się starają.

TEZA DRUGA. Zła rekrutacja to nie wyjątek, ale dość pospolite zjawisko. Na tyle pospolite, żeby o tym mówić głośno, otwarcie i bez lukru.

Jeśli agencja zatrudnia na stanowisku specjalisty do spraw rekrutacji (może być Recruitment Specialist, jeśli ‚angielczykom’ ta nazwa lepiej robi na sercu) niedoświadczone zawodowo kukiełki, bez pojęcia o życiu i biznesie oraz bez doświadczenia zawodowego to, co dość oczywiste, rekrutacja będzie jaka będzie, czyli sztuczna, szablonowa, badziewiasta, i—najważniejsze—nieskuteczna, a chwilami przeciwskuteczna. Marka i wielkość firmy rekrutacyjnej nie ma tu nic (dobrze: prawie nic) do rzeczy; duży dom konsultingowo-doradczy, może kaleczyć rekrutację równie skutecznie, jak mały i nieznany butik rekrutacyjny.

Firmy rekrutacyjne przez lata wykuowały swój los. Same sobie zasłużyły na negatywną opinię wśród kandydatów. To, o czym się dzisiaj mówi, to owoce ich pracy. Dość często nadgnite. Kropka.

Ludzie są po prostu zniesmaczeni tym, co wyprawiają firmy rekrutacyjne. Wszystkie? Nie wszystkie. Jednak mówienie że nienormalność w rekrutacji to wyjątki, czy pojedyncze przypadki, jest aberracją.  

ZASTRZEŻENIE

Nie poczuwam się do roli Heraklesa, zmuszonego do oczyszczenia Stajni Augiasza, jaką jest branża rekrutacyjna (naprawą niech się zajmą psuje, czyli ci co do syfu doprowadzili), jednak roszczę sobie prawo — tak po prostu, jako zwykły człowiek — do wyrażenia jednego zdania: zamiast chować głowę w piasek, czy zamiatać śmieci pod dywan, uderzcie się rekruterzy w pierś i rzeknijcie mea culpa. 

Tyle słowem wprowadzenia. Kolejny odcinek serialu już wkrótce

.

Mieszko Mateusz Sokołowski