Pomysł na biznes > Księgarnia z pasją!


Start up / sobota, Czerwiec 20th, 2015

Pomysł na własną księgarnię wyrósł z potrzeby źródeł inspiracji. Dwaj studenci fotografii, Paweł Rubkiewicz i Karol Pysz, nie mogli nigdzie kupić potrzebnych im albumów. Aby to zmienić, założyli własną księgarnię artystyczną Bookoff.

Poznali się jeszcze w liceum, potem obaj trafili na studia do Europejskiej Akademii Fotografii. To wtedy szukając interesujących ich albumów i książek fotograficznych, po raz pierwszy przekonali się, że oferta w księgarniach jest dosyć uboga.

– To nie tak, że półki były puste, ale można było znaleźć tylko pojedyncze egzemplarze albumów. Kiedy jednak chciałeś mieć już coś spoza tej listy, pozostawało zamawianie przez internet z zagranicy – mówi Paweł Rubkiewicz.

I tutaj pojawiała się kolejna bariera – wymagana przy zakupach karta kredytowa.

– Były lata 2006–2007, a wtedy jeszcze mało ludzi miało karty kredytowe nadające się do międzynarodowych transakcji internetowych. Do tego często dochodziła bariera językowa i koszty transportu – dodaje Rubkiewicz.

Na własną rękę

Korzystając ze swoich zagranicznych znajomości, Paweł sprowadził kilkanaście książek i podzielił się nimi ze znajomymi ze studiów. Te, które zostały, wystawił na licytację na Allegro. Rozeszły się błyskawicznie, a cena po licytacji znacznie przekroczyła pierwotną wartość albumów. Świadczyło to o tym, jak duże jest zapotrzebowanie na fachową literaturę. Wtedy pojawił się pomysł, żeby założyć własną księgarnię.

Na początku otworzyli księgarnię internetową. Nie mieli biznesplanu, mieli za to dużo chęci i niewielki wkład własny. To jednak wystarczyło, aby uruchomić stronę internetową i sprowadzić pierwsze książki z zagranicy. Oficjalnie internetowa księgarnia artystyczna Bookoff ruszyła w 2008 roku.

– Zaczynaliśmy trochę jak w garażu, tyle tylko, że książki trzymaliśmy w naszych mieszkaniach. Z kartonów rosły nam nowe ściany – śmieje się Paweł.

Po roku udało im się uruchomić pierwszą księgarnię stacjonarną, przy ulicy Łuckiej w Warszawie. Stały adres rozwiązał kwestię potrzebnej przestrzeni magazynowej i stałego punktu odbioru książek. Wtedy zatrudnili też pierwszego sprzedawcę. Obecnie mają ich dziesięciu.

Pierwsze półtora roku działalności pochłonęło ok. 30 tysięcy złotych. Tyle kosztowało zamówienie książek, przedpłaty u niektórych wydawców, uruchomienie strony internetowej, wynajęcie lokalu i kaucja, jego remont i zatrudnienie pracownika.

Na początku w ofercie mieli same książki fotograficzne. Paweł Rubkiewicz przyznaje, że ten pomysł bardzo szybko chwycił.

– To była nisza, na którą w Polsce pojawiło się duże zapotrzebowanie. Mieliśmy coraz więcej klientów, a wielu z nich już na stałe – mówi.

Wiadomość o specjalistycznej księgarni rozeszła się głównie pocztą pantoflową. Na reklamę nie wydali praktycznie złotówki. Dzisiaj ich strona na Facebooku ma prawie 13 tys. polubień.

Jeszcze w 2009 roku wzięli udział w Fotofestiwalu w Łodzi. Na kilkanaście dni przed jego rozpoczęciem napisali do organizatorów e-mail z pytaniem, czy byliby zainteresowani wystawieniem stoiska księgarni fotograficznej.

– Myśleliśmy, że może uda się, ale dopiero w kolejnym roku. Tymczasem dostaliśmy odpowiedź z zaproszeniem na za tydzień – opowiada Rubkiewicz.

Do Łodzi pojechali samochodem po brzegi wypełnionym kartonami. Do Warszawy wrócili pustym, bo prawie wszystkie książki sprzedali.

Design i kulinaria

Kilka mie­się­cy póź­niej wzię­li udział w fe­sti­wa­lu Łódź De­sign. Był to pre­tekst, by ze swoją ofer­tą wyjść poza dział­kę fo­to­gra­ficz­ną. Tam za­wieź­li już książ­ki m.​in. z gra­fi­ki użyt­ko­wej, ar­chi­tek­tu­ry czy wzor­nic­twa.

Po dwóch edy­cjach fe­sti­wa­lu, kiedy mieli o wiele bo­gat­szą ofer­tę ksią­żek o de­si­gnie, po­ja­wi­ła się szan­sa na współ­pra­cę z Mu­zeum Sztu­ki No­wo­cze­snej w War­sza­wie. W jego sie­dzi­bie w 2011 roku otwo­rzy­li swoją drugą księ­gar­nię i po raz ko­lej­ny po­sze­rzy­li ka­ta­log.

– Mu­zeum Sztu­ki No­wo­cze­snej jako in­sty­tu­cja ma swój pro­gram, a to wy­mo­gło na nas do­da­nie cho­ciaż­by wy­daw­nictw aka­de­mic­kich. Był to pre­tekst do tego, aby po­ja­wi­ły się u nas po­zy­cje z urba­ni­sty­ki, po­li­to­lo­gii czy kry­ty­ki sztu­ki. Warto było to zro­bić, bo ta sie­dzi­ba jest dzi­siaj naszą wi­zy­tów­ką – mówi Paweł Rub­kie­wicz.

Cały czas in­we­sto­wa­li w roz­wój księ­gar­ni. W księ­gar­ni fo­to­gra­ficz­nej, którą w 2012 roku prze­nie­śli na ulicę Ogro­do­wą, po­ja­wi­ła się półka z książ­ka­mi mo­do­wy­mi. W tym samym roku otwo­rzy­li jesz­cze pop-up store przy ul. My­siej – z książ­ka­mi ku­li­nar­ny­mi. Szyb­ko jed­nak za­ło­ży­li stałą jej sie­dzi­bę i na mapie War­sza­wy, przy ulicy Że­la­znej, po­ja­wi­ła się mała księ­gar­nia ku­li­nar­na „Co­okoff by Bo­okoff”. Tutaj są też pro­po­zy­cje dla naj­młod­szych. Dzie­cię­ce książ­ki mają osob­ną półkę.

Paweł Rub­kie­wicz przy­zna­je po la­tach, że rynek księ­gar­ski nie jest łatwy. Do­da­je, że jest to nie­ustan­na praca i roz­wój. Im się udało.

– I bar­dzo to do­ce­nia­my. Szcze­gól­nie że mamy świa­do­mość, iż nie sprze­da­je­my po­wie­ści, które są tań­sze niż książ­ki ar­ty­stycz­ne. Dla­te­go cały czas in­we­stu­je­my w roz­wój, a dwa razy w roku ro­bi­my wy­prze­daż nawet do 70 pro­cent. To oka­zja, aby przy­cią­gnąć no­wych klien­tów, oczy­ścić ma­ga­zy­ny i zro­bić miej­sce na ko­lej­ne pre­mie­ry – prze­ko­nu­je.

Dzi­siaj, po sied­miu la­tach dzia­łal­no­ści, mają w ofer­cie 16 ty­się­cy ty­tu­łów. Za­czy­na­li od ty­sią­ca. Plany mają jed­nak sze­ro­kie i chcą po­więk­szyć licz­bę ksią­żek do­stęp­nych za po­śred­nic­twem ich stro­ny do – ba­ga­te­la – 100 ty­się­cy ty­tu­łów. Aby tego do­ko­nać, naj­pierw muszą po­pra­co­wać nad zmia­ną obec­nej stro­ny in­ter­ne­to­wej. I to w ciągu naj­bliż­sze­go roku.

W księ­gar­ni fo­to­gra­ficz­nej pla­nu­ją wpro­wa­dze­nie do ofer­ty ja­poń­skich pho­to­bo­oków, któ­rych w Eu­ro­pie jest cią­gle mało. Chcą też jesz­cze wię­cej uwagi po­świę­cić księ­gar­ni w Mu­zeum Sztu­ki No­wo­cze­snej, aby nie­zmien­nie przy­cią­ga­ła ko­ne­se­rów książ­ki ar­ty­stycz­nej.

– Chce­my zna­leźć w War­sza­wie po­wierzch­nię około 200 me­trów kwa­dra­to­wych, gdzie na jed­nej prze­strze­ni mo­gli­by­śmy po­łą­czyć ofer­tę wszyst­kich na­szych księ­gar­ni. I wtedy roz­wi­ja­li­by­śmy każdy moż­li­wy dział – do­da­je Paweł Rub­kie­wicz.

books_0

(Magdalena Gorlas | PierwszyMilion.pl)

Dodaj komentarz