Nie bój się zwolnić. Czasami warto powiedzieć STOP!


Emocje / poniedziałek, Lipiec 30th, 2018

Wstrzyknijmy uległej languście, która walczy z bardziej dominującym osobnikiem, trochę serotoniny. Sprawi ona, że zwierzę będzie zwlekać z decyzją o wycofaniu się ze z góry przegranej potyczki. To bardzo wymowne.

Antydepresanty znacząco zwiększają wytrwałość w walce z przeciwnościami – przynajmniej u skorupiaków. Homary poddane przewlekłej kuracji fluo­ksetyną walczą bardziej zaciekle niż osobniki z grupy kontrolnej, którym wstrzyknięto roztwór soli. Skorupiaki na antydepresantach narażają się na ryzyko śmierci, pomimo że warunki sygnalizują im, że najwyższy czas do odwrotu. Niestety, stan euforii wywołany przez leki sprawia, że nie potrafią odczytać życiodajnych sygnałów alarmowych.

Kuszący pancerz na wyścig szczurów

Te rezultaty badań mogą niepokoić, zważywszy na fakt, że miliony ludzi na całym świecie przyjmują tzw. inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI, z ang. Selective Serotonin Reuptake Inhibitor). Wyniki sprzedaży leków z tej grupy poszybowały w górę, od kiedy – w 1987 r. – Prozac zaistniał na rynku amerykańskim. Sukces preparatu opierał się na hipotezie, zgodnie z którą fluoksetyna stanowi remedium dla osób cierpiących z powodu patologicznie niskiego poziomu neuroprzekaźnika – serotoniny.

Taki wizerunek depresji – jako biologicznego schorzenia z łatwością leczonego przez antydepresanty – bardzo pomógł lekom z grupy SSRI w osiągnięciu sukcesu rynkowego. Bardzo pomogła im też firma Eli Lilly, producent leku Prozac, szeroko zakrojoną akcją marketingową. Rozpowszechniono 8 mln broszur zatytułowanych „Depresja, wszystko, co powinieneś wiedzieć” i 200 tys. plakatów, zawierających listę symptomów depresyjnych oraz zachętę do skorzystania z terapii, ponieważ na rynku pojawił się bezpieczny lek.

Na rezultaty kampanii marketingowej nie trzeba było długo czekać. W Wielkiej Brytanii liczba recept na antydepresanty pomiędzy 1991 i 2001 r. wzrosła z 9 mln do 24 mln. Fluoksetyna nie traci na popularności, ponieważ jej działanie jest piorunująco skuteczne. Osoby, które ją przyjmują, tracą zdolność odbierania sygnałów zagrożenia i słabiej odczuwają nieprzyjemne uczucia.

Dzięki temu realizują cele, niewiele się nad nimi zastanawiając. Antydepresanty pomagają wytrwać w wyścigu szczurów. Dzięki nim pacjenci znajdują w sobie siłę, żeby, jak to trafnie ujął Nigel Marsh (autor książek, coach, marketingowiec), spędzać życie w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią.

Inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny osłabiają też uczucie wstydu i winy związane z utratą społecznego statusu oraz zmniejszają wrażliwość na krytykę społeczną. Osoby, które przyjmują fluoksetynę, rzadziej interpretują zachowania innych osób jako sygnały odrzucenia. Są też mniej zależne od akceptacji ze strony innych. Kuszące.

Prozac pomaga milionom ludzi na całym świecie. Jednak bardzo wielu nie tyle w osiąganiu osobistej równowagi, ile w lepszym przystosowaniu się do obecnie panujących norm społecznych. Lekarze coraz częściej zapisują fluoksetynę pacjentom, którzy chcieliby wytrwać w wyścigu szczurów, ale nie potrafią, bo przeszkadzają im: lęk, poczucie bezsensu oraz odczuwana wątpliwość: czy ja na pewno biegnę po właściwym ­torze?

Mityczne racjonalne myślenie

Osoby cierpiące z powodu objawów depresji klasyfikowane są jako chore psychicznie, ponieważ tradycyjny model psychoterapii podkreśla racjonalne myślenie jako normę. Myśli depresyjnego pacjenta postrzegane są więc przez terapeutę jako nieracjonalne, zaburzone i nieadekwatne. Niestety, takie postawienie sprawy może tylko nasilić tkwiące w umyśle pacjenta poczucie porażki, nieadekwatności i bezwartościowości.

Co więcej, stwierdzenie, że dla ludzi myślenie racjonalne stanowi normę, to mit. Za jego rozpowszechnienie odpowiada sukces niefortunnej metafory postulowanej przed laty przez psychologów poznawczych – porównywali oni ludzki umysł do uniwersalnego komputera.

Psychologowie ewolucyjni wykazali, dlaczego wspomniana metafora jest chybiona: ludzkie poznanie wykształciło się wszak nie po to, żeby rozwiązywać problemy ogólne, lecz w celu błyskawicznego reagowania na zagrożenia. W dużej mierze nasze poznanie nie jest racjonalne, lecz zależne od kontekstu; nie jest też zbyt dokładne, lecz może być piekielnie szybkie.

Prof. Paul Gilbert, szef Mental Health Research Unit oraz wykładowca psychologii klinicznej na Uniwersytecie Derby, stwierdza na łamach „Review of General Psychology”, że popularna dziś terapia poznawcza to uczenie pacjentów wyłączania albo osłabiania normalnych mechanizmów obronnych. Twórca poznawczej terapii depresji Aaron T. Beck uznaje, że depresja jest wynikiem patologicznych sądów pacjenta na własny temat. Z taką opinią nie zgadza się Paul Gilbert. Uczony uważa, że należy informować pacjentów, iż tendencja do depresyjnych myśli w trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźli, jest czymś absolutnie normalnym.

Istotnie, depresja w następstwie traumatycznych okoliczności jest naturalna. I zamiast tłumić jej początkowe objawy, warto wsłuchać się w nieprzyjemne sygnały płynące z organizmu i przekuć je na swoją korzyść. Choć nam współczesnym wydaje się to niedorzeczne, depresja wykształciła się po to, żeby pomóc przetrwać naszemu gatunkowi. Jest ona – jak to określa psychologia ewolucyjna – adaptacyjna, na co po raz pierwszy zwrócił uwagę brytyjski psychiatra John Price w 1967 r. Przenieśmy się zatem do czasów, gdy powstawały nasze mechanizmy psychologiczne.

Nie daję rady, nie rób mi krzywdy!

Antropolog John Tooby i psycholog Laura Cosmides twierdzą, że nasz umysł przypomina sieć dedykowanych określonym funkcjom modułów. Wykształciły się one w plejstocenie w celu rozwiązywania specyficznych problemów, zagrażających przetrwaniu i rozmnażaniu się naszych przodków, trudniących się wtedy zbieractwem i łowiectwem. Każdy z modułów ma swój neurologiczny odpowiednik. Mechanizmy te kształtowały się najprawdopodobniej przez 5 mln lat; proces zakończył się ok. 10 tys. lat temu na obszarze Azji i Doliny Nilu. Wszystkie zachowania, które przynosiły ludziom reprodukcyjną korzyść, zapisane zostały w ludzkim genomie.

Jednym z nich jest właśnie depresja – mechanizm obronny, uruchamiany w sytuacjach, w których wysiłki jednostki mogą skutkować niepotrzebnym marnowaniem energii, ściągnąć na nią niebezpieczeństwo, narazić na utratę zasobów lub uszkodzenie ciała.

Interesującego dowodu na to, że depresja jest programem odziedziczonym po praprzodkach, a nie chorobą psychiczną, dostarczył neurobiolog behawioralny prof. Antonio Damasio. Opisał przypadek 65-letniej ­pacjentki, w której rodzinie nigdy wcześniej nie było depresji, sama również nigdy na nią nie cierpiała, była natomiast dot­knięta parkinsonem. Ponieważ jej organizm przestał reagować na mniej inwazyjne formy terapii, lekarze szukali obszaru mózgu, w którym można zamocować na stałe elektrodę w celu przyniesienia pacjentce ulgi.

Zaszczepienie jej spowodowało niespodziewaną reakcję emocjonalną kobiety – nagle posmutniała i przestała mówić. Po kilku sekundach zaczęła płakać i sprawiała wrażenie totalnie nieszczęśliwej. Zaczęła skarżyć się na to, jak bardzo jest smutna, wykończona i wyzuta z energii. Jej opis brzmiał jak wyjęty wprost z podręcznika psychopatologii – żaliła się, że jest bezwartościowa, bezużyteczna i nie ma już po co żyć. Reakcja pacjentki zszokowała lekarzy. Oczywiście, odłączyli prąd. W ciągu niespełna dwóch minut zachowanie kobiety i jej postawa powróciły do poprzedniego stanu, a po objawach depresji nie został nawet ślad.

Depresję dało się zatem włączyć za pomocą elektrod i wyłączyć w taki sam sposób. Tłumaczy to wysoką skuteczność terapii elektrowstrząsowej w jej leczeniu (skutkiem ubocznym są zaniki pamięci, dlatego lekarze sięgają po nią w ostateczności).

Scena opisana przez prof. Damasio dowodziłaby istnienia modułu depresji ukształtowanego w czasach, kiedy ludzie żyli w małych grupach, liczących pomiędzy 20 a 150 osób. Praludzie mieli obsesję na punkcie statusu i byli od siebie wysoce uzależnieni w walce o przetrwanie.

Zdaniem prof. Price’a, ówczesne ludzkie społeczności pod względem hierarchiczności przypominały stada pawianów – agresywnych stworzeń toczących nieustanne boje o dominację. Ekonomika emocjonalna pawianów jest prosta. Według Price’a, przejawiają one irytację względem położonych niżej w stadzie, niepokój wobec położonych wyżej, podniecenie na myśl o awansie i przygnębienie na myśl o spadku w hierarchii. Brzmi znajomo?

Zgodnie z hipotezą rywalizacji społecznej, opisanej przez Price’a w 1994 r. na łamach „British Journal of Psychiatry”, depresja wyewoluowała jako rytualna forma zachowania w obliczu porażki społecznej. Produkt depresji – tymczasowa psychologiczna niemoc, sygnalizuje uległość względem zwycięzcy konfrontacji. Choć osobnik traci status w hierarchii, to wychodzi z konfrontacji bez uszczerbku na zdrowiu. Depresja pełni więc funkcję sędziego sportowego w zawodach. Albo inna analogia: pies przegrywając w walce z silniejszym rywalem pokazuje brzuch – objawy depresji mówią silniejszemu osobnikowi: on ci nie zagraża, nie rób mu krzywdy.

Depresja to nieświadomy, niepodlegający wolicjonalnej kontroli program, ułatwiający zaakceptowanie porażki w rytualny sposób, a następnie oswojenie się z obniżeniem społecznej rangi. Zły nastrój sprzyja refleksji i wprowadzeniu stosownych korekt do obranego przez siebie kursu życiowego.

Zwolnij, nie brnij, nie ryzykuj

Obniżony nastrój pomaga wycofać się z sytuacji daremnych, nieopłacalnych lub niebezpiecznych. Depresja reaktywna wiąże się z kryzysami życiowymi – obecnie niosą je takie sytuacje, jak utrata pracy lub rozwód. Pośpiech to zły doradca dla osób, które znalazły się na rozstaju dróg, bo koszty rozpoczynania życia od nowa są wysokie. W depresji czas zwalnia, co sprzyja unikaniu błędów.

Zdaniem biologa ewolucyjnego prof. Randolpha M. Nesse depresja może być użyteczna, gdy warto zaprzestać brnięcia w niesatysfakcjonującą inwestycję życiową i powstrzymać się od przedwczesnej pogoni za alternatywami. Pod wpływem pozytywnego afektu mamy tendencję do niezważania na niebezpieczeństwo i przeceniania szans na sukces.

Natomiast afekt negatywny skłania do unikania ryzyka i potencjalnych zagrożeń. Na analogicznej zasadzie ostry, skrajnie nieprzyjemny ból fizyczny po urazie powstrzymuje nas od aktywności ruchowej, mogącej doprowadzić do poważniejszych obrażeń.

Depresja może być więc postrzegana nie jako patologia, ale jako komunikat emocjonalny, który mówi: nie brnij w to, wycofaj się. W licznych badaniach wykazano, że osoby, które mają zdolność do porzucania obranego celu w obliczu nieuchronnej porażki, są zdrowsze: cieszą się lepszym samopoczuciem, mają niższy poziom kortyzolu we krwi, rzadziej cierpią z powodu stanów zapalnych i deklarują mniej symptomów chorobowych.

Relikt plejstocenu

Należy przy tym pamiętać, że depresyjne oprogramowanie napędzające nasze umysły jest przestarzałe, napisane przez naturę z myślą o specyfice plejstocenu. Warto poznać i zrozumieć inne atawistyczne mechanizmy, którym podlegamy.

Jeden z nich to agorafobia (lęk przed przebywaniem w otwartej przestrzeni, tłumem itd.) – dziś do cna dysfunkcjonalna, w czasach pradawnych pomagała unikać miejsc, z których trudno byłoby uciec. Innym przykładem jest niepokój, który wykształcił się jako system alarmowy, przestrzegający przed możliwym zagrożeniem i zmuszający do podjęcia niezwłocznej akcji. Niepokój miał (i w wielu przypadkach nadal ma) wartość dla przetrwania.

Jeżeli nasz drzemiący praprzodek usłyszał odgłos trzaskającej gałązki, to w jego interesie leżało podjęcie niezwłocznego ruchu (ucieczki lub uzbrojenia się i zaalarmowania sojuszników). Koszty fałszywego alarmu były stosunkowo niewielkie, natomiast zachowanie spokoju groziło śmiercią. Program nie jest już tak bardzo użyteczny jak w zamierzchłej przeszłości. Ba, stanowi on przekleństwo dla milionów osób cierpiących z powodu irracjonalnego lęku.

Program depresji również nie jest idealnie przystosowany do wymogów epoki postindustrialnej. Prof. Nesse twierdzi, że zaburzenia nastroju są obecnie tak bardzo powszechne dlatego, że pozbawieni jesteśmy kontaktu z krewnymi, wiary oraz rytuałów, które odciągały naszych przodków od popadania w cykle depresyjne. Szczególnie pomocna dla zrozumienia współczesnej eksplozji zachorowań na depresję jest hipoteza społecznej rywalizacji – „epidemia depresji” może być efektem masowych porażek w zdobyciu albo utrzymaniu społecznego statusu i patologicznej pogoni za nieosiągalnymi celami.

Prof. Randolph M. Nesse oraz biolog ewolucyjny prof. George C. Williams podkreślają, że wiele aspektów chorób psychicznych stanowi systemy obronne na analogicznej zasadzie, jak kaszel zapobiega nagromadzeniu się flegmy w płucach. Objawy depresji są zjawiskiem naturalnym, nie można ich uznać za produkt uboczny zaburzonej biochemii mózgu. Co nie oznacza, że zawsze są użyteczne. Depresyjne myśli mogą ludziom poważnie zaszkodzić, gdy są zbyt intensywne i zbyt długotrwałe. Wtedy należy skorzystać z terapii.

Terapia darwinowska: jedz dużo ryb i poopalaj się

W 2004 r., gdy świat wierzył już mocno w farmakologię jako panaceum na depresję, podczas dorocznego zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego dr Michael Thase przedstawił dane, według których połączenie antydepresantów i psychoterapii daje najlepsze skutki w leczeniu poważnej depresji, pomaga pacjentom szybciej podnieść się do pionu i rzadziej wystąpią u nich nawroty w porównaniu z tymi, których kuracja sprowadzała się do przyjmowania leków.

Podczas tej samej sesji wykazano, że sama psychoterapia może wywołać zmiany w funkcjonowaniu mózgu analogiczne do tych, które powoduje farmakoterapia. National Institute of Mental Health potwierdził, że efektywność leczenia łagodnej oraz umiarkowanej depresji przy użyciu samej psychoterapii daje równie dobre rezultaty, co kombinacja leków i psychoterapii.

Ewolucyjny psycholog kliniczny dr Steve Ilardi proponuje sześcioskładnikową terapię depresji, która zakłada neutralizację krytycznych różnic pomiędzy obecnym środowiskiem a środowiskiem naszych praprzodków. Wychodzi z założenia, że pra­ludzie spędzali większą część dnia na zewnątrz, wystawieni byli na bezpośrednią i przedłużoną ekspozycję promieni słonecznych, przejawiali wysoki poziom aktywności fizycznej: polowali, zbierali, budowali schronienia, wytwarzali narzędzia. Żyli w małych, zwartych grupach, a nie w odizolowanych rodzinach. Ich diety znacznie różniły się od obecnych jadłospisów.

Na ewolucyjną terapię depresji składają się:

• zwiększenie konsumpcji tłuszczy z rodziny omega-3,

• przynajmniej 30-minutowa bezpośrednia ekspozycja na promienie słoneczne każdego dnia,

• ćwiczenia fizyczne,

• codzienne kontakty towarzyskie z przyjaciółmi i rodziną,

• zadbanie o właściwą higienę snu,

• unikaniu ruminacji, czyli obsesyjnego myślenia, czy wszystko zrobiłem w porządku.

Dla 75 proc. pacjentów 14-tygodniowa terapia ewolucyjna zakończyła się sukcesem.

Nie taka znowu epidemia

Wysoka skuteczność terapii dr. Ilardi może stanowić dla nas powód do radości – tym bardziej że statystyki zachorowań na depresję alarmująco rosną. W 1990 r. zajęła ona 4 miejsce na liście 150 zaburzeń zdrowotnych obciążających społeczeństwo największymi kosztami bezpośrednimi (koszty finansowania leczenia) i pośrednimi (koszty absencji w pracy, inwalidztwa oraz zgonów osób w wieku produkcyjnym). Z danych opublikowanych przez National Institute of Mental Health w USA w 2007 r. wynika, że każdego roku na depresję zapada ponad 15 mln dorosłych Amerykanów. W Australii liczba zachorowań podwoiła się między 1990 a 1995 r.

Według wstępnych szacunków, w 2020 r. depresja zajmie pierwsze miejsce w niechlubnym rankingu przyczyn zgonów. Obecnie bycie kobietą to wciąż istotny czynnik ryzyka, zwiększający prawdopodobieństwo wystąpienia depresji. Przewiduje się, że wkrótce w równym stopniu stanie się ona utrapieniem mężczyzn.

Ale być może uznamy za antropologiem prof. Edwardem H. Hagenem, że współcześnie obowiązujący zachodni model depresji jako choroby psychicznej jest w dużej mierze niepoprawny. Począwszy od starożytności do lat 70. klinicyści nie uważali objawów depresyjnych za patologię; chorobę diagnozowano tylko wówczas, gdy objawy wystąpiły bez przyczyny, były zbyt nasilone lub zbyt długotrwałe względem czynnika, który je wywołał.

Dopiero w latach 70. w oficjalnym podręczniku Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego wydano zalecenie diagnozowania choroby psychicznej niezależnie od okoliczności (jedyny wyjątek od tej reguły stanowiło przeżywanie żałoby). Takie podejście jest coraz częściej kwestionowane, a zainteresowanie perspektywą ewolucyjną wzrosło. To dobra wiadomość dla cierpiących z powodu łagodnej lub umiarkowanej depresji. W modelu tradycyjnym narzuca się im stygmat chorego psychicznie. Model ewolucyjny z takim podejściem jest totalnie na bakier. Z korzyścią dla pacjenta.

Kiepsko, ale i dobrze czyli jasne strony depresji

Ruminacja – obsesyjne odtwarzanie w umyśle negatywnych wydarzeń, emocji oraz implikacji tych emocji. Często towarzyszy depresji, nasila występowanie innych depresyjnych objawów.

Ale: część teoretyków uważa, że ruminacja to pozytywne zjawisko, pomagające zrozumieć przyczyny i konsekwencje złożonych problemów, które wywołały objawy depresji w celu uniknięcia ich nawrotu w przyszłości, a także przemyślenia własnych celów i strategii ich osiągania.

Anhedonia – obniżona zdolność odczuwania pozytywnych emocji.

Ale: pozytywne emocje zdaniem wielu uczonych nasilają podejmowanie ryzyka, smutek skłania do rezerwy, refleksji.

Niepokój – bolesny stan nerwowości powodowany wyobrażonymi przyszłymi stratami. Prowokuje zamartwianie się i nadmierną czujność.

Ale: w sytuacjach zagrożeń zapobiega nieprzemyślanym decyzjom.

Zaburzenia snu – wybudzenie, forma nocnej hiperczujności, objaw szczególnie męczący.

Ale: trudno go uniknąć, gdyż od zarania dziejów pomagał nam przetrwać rozliczne zagrożenia.

Płaczliwość – sygnalizuje zaburzenia nastroju.

Ale: jest też czytelnym sygnałem – prośbą o pomoc, o wsparcie społeczne.

Zmęczenie – uniemożliwia podejmowanie działań

Ale: także tych zbędnych.

Pesymizm – zmniejsza inicjatywę, odpowiada za wycofanie się organizmu z realizacji obecnego i potencjalnego celu.

Ale: bywa korzystny, jeśli przyszłe wysiłki mają znikome szanse powodzenia.

.

dr Agnieszka Chmielewska | #psychologiasprzedazy

 

 


Dodaj komentarz