Mózg lubi się śmiać :)

Wyrzucamy sobie, że zamiast kina moralnego niepokoju oglądamy Jasia Fasolę? Niepotrzebnie. Humor jest nam potrzebny, aby sprawniej myśleć.

Facet po wypadku budzi się w karetce. – Co się dzieje? Dokąd mnie wieziecie?! – krzyczy. – Do prosektorium. – Ale ja jeszcze żyję! – A  czy my już dojechaliśmy?

Inny żart: do niebios bram puka wiekowy mężczyzna. Wyznaje Jezusowi, że przez całe życie parał się obróbką drewna i miał syna, który faktycznie nie był jego synem i na dodatek dość wcześnie go opuścił. – Tato? – pyta niepewnie Jezus. – Pinokio?! – jeszcze mocniej dziwi się starzec.

Kogo nie bawią takie dowcipy, ręka w górę! Ale czy śmianie się do rozpuku w ogóle człowiekowi przystoi?

​„Śmiech wstrząsa ciałem, zniekształca rysy twarzy, czyni człowieka podobnym do małpy” – biadolił mnich Jorge z  powieści Umberto Eco „Imię róży”. Nawet dziś traktujemy humor jako rzecz błahą, której obecność w życiu da się usprawiedliwić jedynie koniecznością psychofizycznego resetu. W inteligenckich środowiskach nie wypada się przyznawać, że po ciężkiej pracy wolimy wziąć do ręki komiks z Dilbertem niż miesięcznik teatralny.

Wkrótce może się to zmienić za sprawą poważnych naukowców, którzy odkryli, że rozrywkowe usposobienie służy nie tylko ciału i skołatanym nerwom, ale także szarym komórkom. Humor jest podstawą sprawnego myślenia – dowodzą. Chroni nas przed popełnianiem błędów i podejmowaniem złych decyzji. Zwykło się mówić, że inteligencja jest potrzebna do zrozumienia kawału. Ewolucjoniści widzą to inaczej: dzięki temu, że śmiech to przyjemność dla synaps, mógł powstać inteligentny umysł. Kto wie, czy bez skłonności do żartów gatunek Homo sapiens w ogóle by przetrwał?

Komedia pomyłek

Mózg to przestarzały komputer, na którym zainstalowano najnowocześniejsze oprogramowanie – twierdzą filozof Daniel Dennett i psycholog Matthew M. Hurley w książce „Inside Jokes”. Dziś ta maszyna musi realizować znacznie więcej skomplikowanych operacji niż w czasach, gdy nasi przodkowie polowali na mamuty. Mimo to nadal nieźle sobie radzi z większością zadań. Raz po raz jednak zwalnia, co jest sygnałem, że na dysku i w systemie operacyjnym trzeba posprzątać. W przeciwnym razie małe błędy, które zaśmieciły umysł, mogą się zamienić w serię katastrofalnych pomyłek.

Czyszczenie odbywa się samoczynnie. Tyle że jak wyjaśniają uczeni – pochłania dużo energii i musi rywalizować z pozostałymi czynnościami, którymi w tym samym czasie zajmuje się mózg. Dlatego jak kania dżdżu potrzebujemy satysfakcji płynącej z poczucia humoru – to łapówka za odwalenie niewdzięcznej, acz koniecznej roboty. Badacze ze Stanford University wykazali, że nasz odbiór zjawisk komicznych powiązany jest z aktywnością jądra półleżącego – układu reagującego na przyjemności: jedzenie, alkohol, pieniądze, seks, piękno. A co dokładnie nas cieszy?

Moment, w którym sami przyłapujemy się na błędzie. Dostaliśmy zaproszenie do Włoch, lecz dopiero po chwili zaskakujemy, że chodzi o dzielnicę Warszawy, a nie ojczyznę Moniki Bellucci. Już Arystoteles zauważył, że wyróżnikiem dobrego żartu jest zaskoczenie: słuchacz domyśla się zakończenia historii, ale jeśli puenta jest z nim sprzeczna, wybucha śmiechem.

Przykład? Najzabawniejszy dowcip świata według rankingu zorganizowanego w internecie przez psychologa Richarda Wisemana. Kilku myśliwych chodzi po lesie i jeden z nich pada na ziemię. Chyba nie oddycha. Któryś z jego kompanów dzwoni na pogotowie. – Mój kolega padł martwy! Co robić? – Bez paniki. Proszę się upewnić, że nie żyje – odpowiada operator. Chwila ciszy i… strzał. – Dobra, co teraz? – pyta myśliwy.

Odkrywanie w kawałach niezgodności – między oczekiwaniami a tym, co się ostatecznie odbywa – może mieć wpływ na nasze zachowania w codziennym życiu. Tropienie rozbieżności budzi czujność, zwraca uwagę na zagrożenia: coś tu śmierdzi! Im częściej to ćwiczymy, tym większą osiągamy biegłość w ocenianiu swego położenia, przewidywaniu rozwoju wydarzeń i rozszyfrowywaniu intencji bliźniego. Tak, tak, chodzi tu również o ochronę przed manipulacją. Zdaniem teoretyka ewolucyjnego Alastaira Clarke’a człowiek jest najbardziej ze wszystkich istot zdany na informacje, które dostaje od swych współbraci w gatunku. A poczucie humoru, uwrażliwiające na wszelkie niespójności, to skuteczne narzędzie do analizy danych. Wilk w owczej skórze powinien mieć się na baczności.

Skąpy mózg

Śmiejemy się z myśliwego, który zastrzelił kolegę, zamiast sprawdzić mu puls. Czy tylko jego tępota nas bawi? Może w jeszcze większym stopniu natrząsamy się z siebie, swej omylności, ograniczonej wyobraźni, z tego, że nasze myśli kroczą tak przewidywalnymi drogami? Dzięki żartom zauważamy swoje niedostatki sami i nawet jesteśmy z tego dumni. Jak podkreśla Matthew M. Hurley, natura tak nas zaprogramowała, że skłaniamy się ku czerpaniu chwały z odkrycia, a nie smucenia się z błędu.

Żarty dają poczucie wyższości – albo wobec kogoś innego, albo siebie, głosił filozof Thomas Hobbes. Dzięki drwinie górujemy nad starszą wersją swojego ja. Postrzegamy siebie jako odrobinę mądrzejszych, dojrzalszych, lepszych, co bynajmniej nie pociąga za sobą zarozumiałości i pychy. Przeciwnie: im więcej autoironii, tym bardziej ograniczone zaufanie do swojego intelektu. Pozwala to uniknąć tzw. skrzywienia optymistycznego – tendencji do przeceniania swoich talentów, perspektyw zawodowych czy szans na poślubienie Miss Polski.

Dobrze jest wierzyć w świetlaną przyszłość, lecz niebranie pod uwagę takich negatywnych scenariuszy jak utrata pracy, rozwód czy choroba nowotworowa może nas sporo kosztować. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, nieszczęścia, tragedie i kryzysy najmocniej uderzają w tych, którzy nie są na nie przygotowani.

Według psycholożek Susan Fiske i Shelley Taylor człowiek jest skąpcem poznawczym. Oznacza to, że nasz umysł chce osiągać maksymalną efektywność przy minimalnym wysiłku. Gdy sprawy idą normalnym tokiem, ów sprytny organ działa na zasadzie autopilota – zużywa mniej uwagi, by jej wystarczyło na sytuacje ekstremalne (kiedy trzeba się bronić lub brać nogi za pas). Niektóre mózgi z optymalizacją zasobów radzą sobie lepiej, inne gorzej. Dobra wiadomość jest taka, że umiejętność tę można wytrenować, a jednym ze sposobów są właśnie inteligentne żarty. Choćby tak krótkie jak ten o Jasiu i Małgosi: żyli szczęśliwie 20 lat, potem się spotkali.

Pierwsza część zdania sugeruje, że bohaterowie są starym dobrym małżeństwem. W drugiej uwidacznia się koncepcja niezgodności – ludzie ci wcześniej się nie znali, a rozpoczęcie wspólnego życia położyło kres ich szczęściu.  Rozgarnięta jednostka w lot pojmie, że wic ten chwali stan wolny, a w jeszcze większym stopniu zniechęca do wiązania się z kimś na stałe. Bystrzak przyjmie przestrogę z przymrużeniem oka. I z pewnością nie będzie rozbierać żartu na czynniki pierwsze. Trafiać w istotę rzeczy, rozgryzać problemy bez zastanowienia, nie dzielić włosa na czworo – oto sprawność, którą zdobywamy podczas błazenad. Co nie znaczy, że wałkowanie każdego szczegółu zawsze jest złe.

Potężna obrona

Niekiedy wpadamy w kłopoty, koncentrując się na wybranych elementach sytuacji i nie dostrzegając innych, które też mają znaczenie. Zjawisko to, nazywane tunelem poznawczym, może dotknąć na przykład studenta, który przebimbał prawie cały semestr. Teraz rozpacza, że sesja się zbliża, zamiast wykorzystać ostatnie tygodnie na solidną naukę. Gdyby w ostatniej chwili wziął się do pracy, pewnie nie zdałby wszystkich egzaminów, ale niektóre tak. A gdyby poprosić o „korepetycje” koleżankę prymuskę, która nie wiedzieć czemu ma do lekkoducha słabość? Lub u życzliwego profesora wyżebrać zaliczenie warunkowe? Możliwości jest wiele. Ale nie, panika zawęża biedakowi pole widzenia, krępuje jego pomysłowość, fantazję, której jakoś mu nie brakowało, kiedy urządzał najbardziej odjechane imprezy, jakie widział akademicki świat.

Poczucie humoru jest najpotężniejszym mechanizmem obronnym – uważał Zygmunt Freud. Wesołym powiedzeniem powstrzymujemy napływ przykrych emocji. Dlaczego to takie ważne? Neurolodzy dowiedli, że podły nastrój bywa powodem kapitulacji. Co robimy, gdy dopada nas złość, niepokój, wzburzenie? Szukamy pocieszenia. Sęk w tym, że to, co znajdujemy, często obraca się przeciwko nam.

Badania American Psychological Association (APA) nie pozostawiają złudzeń – do najpopularniejszych strategii radzenia sobie ze stresem należą te, które pobudzają system nagrody w naszym mózgu: wysokoenergetyczny posiłek, używki, zakupy, seks, telewizja, internet, gry wideo. Czy te substancje i aktywności rzeczywiście poprawiają ludziom humor? Nader rzadko. Przykład: tylko 16 proc. ankietowanych przez APA przyznało, że „zażeranie” stresu przyniosło im ulgę.

Największego dyskomfortu doświadczają osoby, które postanowiły się odchudzić, rzucić palenie, odstawić alkohol, a potem się złamały. Zdaniem Kelly McGonigal, trenerki w dziedzinie samokontroli, pielęgnowanie poczucia winy się nie sprawdza. Strach również. Zwykle wpadamy w to, czego obsesyjnie chcemy uniknąć. „Przerażające przestrogi o szkodliwości palenia mogą sprawiać, że palacz zapragnie papierosa, kryzysy gospodarcze mogą sprawiać, że ludzie zapragną więcej kupować, wieczorne wiadomości zaś, że zaczniemy tyć” – pisze McGonigal w swojej książce „Siła woli”. I zastanawia się, czy są sposoby na poprawę samopoczucia, które nie idą w parze z uleganiem pokusom. My odpowiedź już znamy: jedną z najskuteczniejszych metod jest śmiech. Wyzwala endorfiny, hormony szczęścia, które nie mają żadnych negatywnych efektów ubocznych, a pozytywnych wiele. Chociażby to, że łączą ludzi.

Mądrość grupy

Antropolog ewolucyjny Robin Dunbar zaleca pójście na występ kabaretu. Wyśmiejemy się za wszystkie czasy, a potem wyjdziemy radośni, odprężeni i pełni życzliwości. Bez wahania wdamy się w pogawędkę z obcą osobą, co bez naszprycowania się potężną dawką komizmu nie przyszłoby nam do głowy. Po kilku minutach z własnej woli ujawnimy sporo szczegółów z prywatnego życia. Choć dopiero co poznaliśmy człowieka, będziemy też skłonni podzielić się z nim pieniędzmi, co wykazał w swoim eksperymencie Mark van Vugt z University of Kent.

A teraz spróbujmy sobie wyobrazić podobną spontaniczność, otwartość i hojność na lekcjach, wykładach, biznesowych spotkaniach. Jakże nudna jest multimedialna prezentacja niedoprawiona szczyptą humoru! A przecież wystarczy rzucić: – Jak nazwać faceta, który stracił 90 proc. swojej inteligencji? – Wdowiec. I już wszyscy zanoszą się śmiechem. Znikają bariery. Nadęci dżentelmeni po pięćdziesiątce zaczynają poklepywać pryszczatych stażystów. Wszyscy dzielą się swoją wiedzą, doświadczeniem, pomysłami. Stajemy się przez to mądrzejsi nie tylko jako jednostki, lecz także jako zespół.

A co, jeśli wyczerpie się nam źródło z dowcipami? Jacek Golański, który od kilku lat prowadzi warsztaty śmiechu, mówi, że na świecie jest około 200 żartów. Potem zamienia się blondynki na policjantów i policjantów na blondynki. Na szczęście są ludzie, którzy bez opowiadania kawałów rozśmieszają nas do łez. Przykładem może być Jeffrey Gitomer, guru sprzedaży. Gdy w jednym z ekskluzywnych hoteli poszedł do fryzjera, a ten zaśpiewał mu 50 dolców za usługę, Jeffrey zapytał: – Co pan, dolara za każdy włos? Podczas swych wystąpień Gitomer wypatruje na sali kogoś, kto jest łysy, by mu powiedzieć: – Pierwszą rzeczą, jaka mi się w tobie spodobała, jest fryzura. Tak między kursantami a trenerem powstaje nić porozumienia. Rozbawione towarzystwo lepiej przyswaja wiedzę.

Co stoi na przeszkodzie, aby być takim Jeffreyem Gitomerem? Korona nie spadnie nam z głowy, za to przybędzie w niej trochę oleju. Choć wypadałoby raczej mówić o nowszym procesorze, dodatkowej pamięci operacyjnej czy aktualizacji oprogramowania, skoro uzgodniliśmy, że ludzki mózg to komputer. Który, owszem, czasem szwankuje, ale po to jest poczucie humoru, by tę maszynę naprawiać i udoskonalać.


ROZBAWIONE NEURONY

Co się dzieje w mózgu, gdy słyszymy dowcip i się śmiejemy?

Żeby zrozumieć żart, jednocześnie uruchamiamy dwa procesy: analizę poznawczą (wychwytujemy i rozumiemy dowcip) oraz reakcję emocjonalną. Podczas analizy poznawczej uaktywniają sie neurony zakrętu czołowego dolnego i tylnej części płata skroniowego w lewej półkuli (odpowiadają m.in. za przewidywanie konsekwencji działań). Ostateczne zrozumienie puenty dowcipu zależy od pracy przedniej części płata czołowego w prawej półkuli, gdzie dochodzi do integracji wszystkich informacji przetwarzanych przez różne ośrodki mózgu.

Kiedy żart jest zabawny, uaktywnia się układ nagrody, a my odczuwamy przyjemność, no i jeszcze na koniec wybuchamy śmiechem. Żeby do tego doszło, muszą zostać pobudzone nie tylko płaty czołowe, ale i kora wyspy w obu półkulach (znajduje się w głębi płata skroniowego) i ukryte pod korą ciało migdałowate odpowiedzialne za doświadczanie emocji. Za fizyczną reakcję na humor (czyli wszystkie te skurcze mięśni, które nazywamy śmiechem) odpowiada kora ruchowa.

Psycholodzy Vinod Goel i Raymond J. Dolan wykazali, że każdy rodzaj żartu wymaga zaangażowania innej ścieżki nerwowej, np. przy słownych dowcipach aktywują się obszary zaangażowane w przetwarzanie mowy, czyli neurony lewej półkuli, skoncentrowane wokół ośrodków mowy

.

 

Mirosław Konkel | Focus.pl