Koci biznes. Gadżety z polskiej firmy podbijają świat!


Case study / niedziela, Czerwiec 14th, 2015

Pierwszy recenzent biznesu wydrapał w nim dziurę. Recenzent drugi w biznesie się schował i nie chciał z niego wyjść. Marta Pietrusiak pochwaliła obu, pogłaskała ich za uchem i… zaczęła zarabiać. Tak w skrócie powstała polska firma MyKotty.

Ludzie dzielą na tych, którzy lubią i mają psy oraz na służących własnych kotów. Marta Pietrusiak, drobna blondynka, należy do tej drugiej kategorii. Doskonale rozumie, że kota się nie posiada, to kot posiada rząd dusz nad swoim opiekunem. Ale Marta Pietrusiak, podobnie jak każdy, kto kiedykolwiek miał kota w domu, z pokorą akceptuje ten stan rzeczy, zaś swoim kotom jest dodatkowo wdzięczna, ponieważ gdyby nie one (w połączeniu z kilkoma mniej ważnymi – z punktu widzenia kota – czynnikami) nie stworzyłaby czegoś, co zyskało uznanie nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. I nie ma w tym krzty przesady.

To coś, to jej firma – MyKotty – produkująca stylowe drapaki dla kotów i tekturowe domki.

– Pomysł przyszedł do mnie na czterech, kocich łapach. Wiadomo, że zwierzęta te potrzebują czegoś do drapania, ze względów czysto higienicznych i zdrowotnych. Szukałam jakiegoś produktu, który oprócz swojej podstawowej, kociej funkcji jeszcze jakoś by fajnie wyglądał. Na dodatek, pomyślałam, byłoby świetnie, gdyby produkt był wykonany z tekstury, ponieważ koty uwielbiają drapać tekturę. Nie znalazłam – mówi Marta Pietrusiak.

Skoro niczego, co by odpowiadało gustom Marty (ale przede wszystkim gustom kota) na rynku nie było, trzeba było cos takiego stworzyć. Proste? Nie do końca.

– Lubię się otaczać ładnymi przedmiotami. Koty są ładne, więc pomyślałam, że przydałby się drapak, który nie tylko ładnie wkomponowałby się w pomieszczenie, ale i w… kota – mówi założycielka MyKotty.

Stworzyła pierwszy projekt drapaka, zaraz po nim drugi. To dwa drapaki nazwane LUI i VIGO (zgadliście – to od imion kotów Marty Pietrusiak), sztandarowe produkty MyKotty. Dizjanerskie w stu procentach. Zrywające z dotychczasowymi przyzwyczajeniami właścicieli kotów, „skazanych” na sizalowe, proste i wielopiętrowe konstrukcje, które nijak nie chcą pasować do mieszkań, a i nie zawsze odpowiadają samym kotom. Marta Pietrusiak pokazała projekt przyjacielowi.

– Ile potrzebujesz na to pieniędzy? – spytał przyjaciel, kiedy już odzyskał, utracony z wrażenia, głos.

Sprawdzili. W Polsce nie było podobnych produktów, tym bardziej z materiałów, które założyła sobie Marta. W Europie może by i cos się znalazło, ale z trudem, dopiero w Stanach Zjednoczonych Marta znalazła drapaki, które można nazwać stylowymi, na dodatek robione z takiego samego, jak założyła na etapie projektowania, materiału. Trafiła na swoją niszę.

– Tak naprawdę to MyKotty został „odkryty” przez Amerykanów. O stworzonych przeze mnie drapakach napisał np. portal DesignMilk, później portal o kocim dizajnie Hauspanther, który uważany jest za najbardziej opiniotwórczy w środowisku… Firma dopiero się rozkręcała, a już była znana. Doceniono nas w Stanach i już poszło samo – MyKotty zobaczyła Europa, dziś nasze produkty trafiają tez i do Australii, jesteśmy w Japonii. Uderzamy ostro, ale produkt się sam broni – mówi Marta Pietrusiak.

Ale co takiego jest w produktach MyKotty?

Teoretycznie pomysł jest oczywisty: koty lubią tekturę, więc i drapaki dla nich powinny być tekturowe. Oczywiście można ograniczyć się do pudełek, ale kto raz przeżył koci pudełkowy armageddon i musiał jeszcze po nim posprzątać, ten wie, o czym mowa.

W założeniach produkty MyKotty miały spełniać wszelkie potrzeby tak kota, jak i jego właściciela. W przypadku kota mają zaspokajać naturalne dla kota czynności,  jak: drapanie, ostrzenie pazurków, zostawianie śladów zapachowych, spanie, leniuchowanie czy po prostu zabawa, bez względu na rasę, wielkość czy wagę. A przy tym mają wyglądać tak, by nie psuć estetyki mieszkania.

Ale tektura? Tak mało trwały materiał?

– Tektura falista to naturalny, ekologiczny materiał, który instynktownie przyciąga koty jak magnes – mówi Marta Pietrusiak. – Teoretycznie jest mało trwały, ale tylko teoretycznie. Metoda prób i błędów opracowaliśmy własny proces sklejania drapaków. Mało tego, używamy wyłącznie polskiej tektury od polskich producentów, która została przetestowana tak, aby była wytrzymała i służyła jak najdłużej użytkownikom.

Cała produkcja organizowana jest w Polsce, przez co wspieramy polski, a nie np. azjatycki rynek, używamy wyłącznie klejów z atestami zapewniającymi bezpieczeństwo kotom i ludziom, całkowicie bezwonnych – wylicza.

No i jeszcze jedno – nazwa drapak nie do końca oddaje charakter… drapaków. Bardziej pasuje określenie meble dla kotów.

Przygotowanie biznesu nie było jednak proste. Od podstaw trzeba było stworzyć całą technologię klejenia i układania tektury. Istniejące na rynku techniki nie sprawdzały się: tradycyjne łączenie tekstury falistej zostawiało ostre kanty, co wykluczało stworzenie bezpiecznych mebli dla kotów. Amerykańskie firmy, które robią podobne produkty, zlecają ich wykonanie w Chinach.

– Spróbowaliśmy iśc tym tropem, ale testowa partia byłą pełna wad, nierówności no i tych ostrych kantów, których chciałam się w przypadku MyKotty pozbyć. W Polsce znaleźliśmy teksturę zamszową, która jest bardziej wdzięcznym tworzywem, a mebel przypomina w dotyku nie papier, ale materiał – mówi Marta Pietrusiak.

Sam kształt LUI i VIGO też mocno wyróżnia się spośród nawet podobnych produktów i mógł być wymyślony wyłącznie przez wielbicielkę kotów.

– Meble dostosowane są do ergonomii kota. Koty jak to koty, lubią zagłębienia, wybrzuszenia, obserwowałam swojego pierwszego kota, który był moją inspiracją dla MyKotty i narysowałam projekt dokładnie dopasowany do jego zachowań i przyzwyczajeń. Na marginesie, wzięłam Luisa ze schroniska 10 lat temu i dziś śmieję się, że dając mi natchnienie do założenia firmy odpłacił za moją dobroć – mówi Marta.

Pierwszy projekt nie był stworzony z myślą o własnej firmie. Marta Pietrusiak, rysując pierwotny szkic mebla, miała własną firmę projektująca biżuterię (firma już nie istnieje). Projekt LUI powstał na początku 2012 roku, produkcja i sprzedaż ruszyła w końcówce tego samego roku, wtedy też uruchomiona została strona internetowa i e-sklep. Sama też zaprojektowała logo firmy. Sama wymyśliła nazwę (- Chodziło po głowie MyKitty, ale po konsultacji z prawnikiem uznałam, że nie warto ryzykować ewentualnego sporu o podobieństwo do Hello Kitty, a poza tym w nazwie jest odniesienie do Polski).

Kilka miesięcy trwało nie tylko opracowanie technologii, ale szukanie producenta, który byłby w stanie, przy zachowaniu wysokiej jakości, wyprodukować więcej mebli, niż kilka sztuk. Pierwszy kontener mebelków dla kotów, jaki pojechał do USA wypełniony był produktami tworzonymi praktycznie ręcznie. Dziś MyKotty współpracuje z zakładem, który dysponuje linią automatyczną, aczkolwiek wykończenie nadal jest ręczne.

– Musi być idealnie, jakość wykonania musi iść w parze z oryginalnym projektem – mówi Marta Pietrusiak.

Dla większości firm, bez względu na rodzaj działalności, największym problemem jest znalezienie pierwszego klienta. Marta Pietrusiak pod tym względem jak kot spadła na cztery łapy. Nawet nie musiała szukać. Szukając potwierdzenia dla swojego pomysłu na meble, wysłała próbki do Stanów, do Kate Benjamin, amerykańskiej kociej guru prowadzącej portal Hauspanther. Guru się zachwyciła, wrzuciła na stronę główną zdjęcia i własną recenzję i nagle…

– …i nagle zaczęły do mnie spływać zapytania z całego świata. Strona MyKotty.pl była już uruchomiona, ale nie przypuszczałam, że marka od razu stanie się praktycznie globalną. Na początku mieliśmy znacznie więcej klientów zza granicy, niż z Polski. W lutym 2013 roku popłynął pierwszy duży kontener, 450 sztuk, do USA. Nawiązaliśmy współpracę z Modko, amerykańską firma, która jest nie tylko projektantem dizajnerskich kuwet dla kotów, ale i naszym dystrybutorem – mówi Marta Pietrusiak.

Uruchomienie biznesu nie było tanie. Pierwsze maszyny, opracowanie technologii produkcji, materiały pochłonęło między 150 tys. złotych a 200 tys. złotych.

– Wszystkie oszczędności, które miałam – mówi Marta.

Na zero wyszła po mniej więcej dwóch latach. Po cichu liczy, że jej własny pierwszy milion przyjdzie najpóźniej w 2016 roku. Pukało jej drzwi kilku prywatnych inwestorów, ale od 2012 roku Pietrusiak tak ładnie ułożyła sobie biznes, że mogła zrezygnować z dodatkowego wsparcia. Zwłaszcza że dziś pracuje już nad kolejnymi projektami, bo oprócz dwóch mebelków LUI i VIGO w ofercie ma również składany tekturowy, dizajnerski domek dla kotów.

Polski rynek docenił MyKotty dopiero, kiedy świat już wydrapał Marcie Pietrusiak sukces, chociaż już w 2012 roku polska branżowa zoologiczna prasa okrzyknęła kocie meble „innowacją miesiąca”.

Produkcja mebli z tektury nie jest tania, same drapaki cenowo też odbiegają od chińskiej masówki dostępnej w sieciowych sklepach zoologicznych. Oryginalny dizajn też powinien mieć swoją cenę, dlatego Marta Pietrusiak celuje dokładnie w tę półkę, na która zerkają klienci-posiadacze kotów ceniący sobie zarówno styl, jak i… komfort samego kota. Mebli MyKotty nie kupi się w sieciowych sklepach. Dostępne są w mniejszych sklepach zoologicznych, bardziej pasują do nich charakterem. Oraz – rzecz jasna – w e-sklepie.

– Sieciowe sklepy nie sa naszym naturalnym środowiskiem. Zależy nam na obecności w miejscach, gdzie dizajn jest częścią biznesu – mówi Marta.

Obecnie MyKotty produkuje miesięcznie około 2 tys. sztuk mebelków, połowa produktów sprzedaje się w Polsce.

– Uruchamiamy osobny dział sprzedaży, głównie po to, by obsłużyć Europę –Wielką Brytanię, Niemcy i Francję, największe nasze rynki. Na razie we Francji jesteśmy w jednym sklepie, w dwóch w Wielkiej Brytanii i mamy jednego dystrybutora w Niemczech. A zainteresowanie jest ogromne – mówi właścicielka MyKotty.

Marta Pietrusiak przebudowała właśnie stronę internetową, która również stanowi nową jakość.

– Nie chodzi nam tylko i wyłącznie o nakręcenie sprzedaży. Nowa strona jest bardziej lifestylowa, bo kot – nie oszukujmy się – to nie jest tylko zwierzę chodzące pod nogami. Kot to styl życia – mówi Marta Pietrusiak.

pol_pl_MIA-dwustronny-domek-dla-kota-15_2

(Paweł Zielewski | PierwszyMilion.pl)

Dodaj komentarz