Jak rozmawiać, żeby się sobą nie zanudzić?


Kompetencje / środa, Wrzesień 19th, 2018

Rozmówców możemy zanudzić na 9 sposobów. A na 4 sposoby – nudy w rozmowie uniknąć. Jeśli rozmowa z drugim człowiekiem nie dostarcza nam przyjemności albo wydaje się mało treściwa, to głównie dlatego, że nie dość się nawzajem słuchamy.

Niezależnie od tego, czy rozmowę toczymy z kimś nam bliskim czy zupełnie obcym (choćby potencjalnym pracodawcą) – nie chcielibyśmy raczej uchodzić za kogoś, kto ma niewiele do powiedzenia. Podtrzymywanie rozmowy nie zawsze zaś polega na tym, żeby mówić cokolwiek, byle uniknąć niezręcznej ciszy.

Potrzeba wywarcia dobrego wrażenia wbrew pozorom nie uruchamia się wyłącznie wtedy, gdy ubiegamy się o posadę albo odbywamy służbowe spotkanie. Okoliczności mogą być różne, nawet zupełnie swobodne. Być może każdy tego kiedyś doświadczył – wyłączył się w trakcie rozmowy, wymazał z pamięci czyjąś barwną opowieść albo sam się zawahał, zanim przytoczył własną (może nie jest dość ciekawa?). Czy takich niezręczności da się w ogóle uniknąć?

Psycholog Mark Leary wraz ze współpracownikami przeprowadził w tym zakresie szereg badań i wysnuł taki wniosek: nudzimy i tym, co mówimy, i tym, w jaki sposób mówimy. Liczą się zatem treść oraz metoda opowiadania, co czyni sprawę bardziej skomplikowaną – okazuje się bowiem, że nawet jeśli mamy do przekazania coś istotnego albo interesującego, już sposób mówienia (tempo, pauzy, dobór słów) może zniechęcić i zdekoncentrować naszych słuchaczy.

Co gorsza – powiada Leary – jeśli ktoś uzna nas za nudnych, będzie skłonny przypisać nam również inne niechciane cechy. Taki urok pierwszego wrażenia: skoro nie mamy nic do powiedzenia, to może nie warto spędzać z nami czasu? Podobne osądy wydają się krzywdzące, ale – niestety – całkiem powszechne.

Leary prowadził badania ankietowe – swoich badanych przepytywał, co sprawia, że ludzie wydają się im nudni. Odpowiedzi zebrał i uszeregował w 9 podstawowych kategorii:

1. „Negatywny” egocentryzm. Tj. nawet nie tyle koncentracja na własnych odczuciach, ile pewien wdrukowany negatywizm. Badani zdefiniowali tę właściwość następująco: „użalanie się nad sobą i narzekanie, koncentracja na własnych problemach i zupełny brak zainteresowania sprawami innych ludzi”. A zatem chodzi o pewne przeciwieństwo hurraoptymizmu. Zaznaczmy: badani tę właściwość wskazywali najczęściej – podobny styl prowadzenia rozmów wydał im się zatem najbardziej nużący.

2. Banalność. Krótko mówiąc: opowiadanie o sprawach mało odkrywczych, powtarzanie wyświechtanych fraz czy tez. Badani tłumaczą: „Opowiadanie o rzeczach oczywistych i w sposób powierzchowny. Koncentracja na jednym wątku, przytaczanie tych samych opowieść i żartów – na okrągło”.

3. Niewielka emocjonalność. Sugerująca brak zaangażowania. Nawet jeśli nie jesteśmy w formie, nasi rozmówcy z trudem zniosą brak choćby umiarkowanego entuzjazmu. Trudno się też słucha monotonnych wypowiedzi. Nie pomagają unikanie kontaktu wzrokowego i niewielka ekspresja (wyrażana choćby mimiką).

4. Opieszałość. Czyli pewna powolność. Badani: „Powolne snucie opowieści, częste pauzy, długie momenty zawahania, nim wygłosi się jedną myśl, przeciąganie rozmów”. Opieszałość – jak się okazuje – przeszkadza nam nawet w nieformalnych kontaktach.

5. Bierność. Unikanie sytuacji, w których należy wydać własny osąd, ustosunkować się, zdradzić opinię na dany temat. Zdaniem badanych bierność polega też na tym, że mówi się rzeczy przewidywalne, żeby się komuś przypodobać albo w najlepszym wypadku nie narażać. Bierność zarzuca się też tym, którzy nieustannie przytakują i zgadzają się z innymi.

6. Koncentracja na sobie. Nic złego w tym, że dzielimy się własnym doświadczeniem czy odczuciami. Gorzej jeśli gubimy proporcje – i nic poza nami już nas nie interesuje.

7. Przesadna powaga. Branie wszystkiego na serio, pewna sztywność, przesadna oficjalność. Badani nie mają ponadto zaufania do osób, które z rzadka się w rozmowach uśmiechają.

8. Przymilanie się. Czyli nadmierna koncentracja na tym, jakie się na kim wywrze wrażenie. Skutki są zwykle odwrotne, podobne starania uchodzą niekiedy za sztuczne. Badani: „Tacy ludzie usiłują być za wszelką cenę zabawni albo mili tylko po to, żeby innym zaimponować”.

9. Roztargnienie. Co niektórzy mają naturalne skłonności, żeby zajmować czymś ręce w trakcie rozmowy albo rozglądać się w międzyczasie na boki. Przyjęło się jednak uważać, że im krótsza rozmowa, tym lepiej skoncentrować się głównie na drugiej osobie, a kontaktu wzrokowego raczej szukać niż unikać.

Mark Leary usiłował dociec, jakie strategie należy obrać, żeby w kontaktach z innymi nie wydawać się nudnym. Przeprowadził zatem eksperyment – badani rozmawiali ze sobą, a grupa chętnych przyglądała się im (oczywiście z dystansu – rozmowy zostały sfilmowane) i poddawała ich zachowania ocenom. Okazało się, że:

1. Ciekawsi wydali się badanym ci ludzie, którzy śmielej mówili, co myślą i czują – nie koncentrowali się na sobie, ale aktywnie uczestniczyli w rozmowie.

2. Za bardziej interesujących uchodzili ci, którzy mieli więcej do powiedzenia – również merytorycznie.

3. Ludzie uznani za nudnych częściej wtrącali do rozmów elementy nic do dyskusji niewnoszące – przytakiwali, potwierdzali, że coś usłyszeli („mhm”), ale nie odnosili się do tego, co słyszą, nie podejmowali wątku.

4. Za nudnych uchodzimy też wtedy, kiedy nie narzucamy tematu rozmowy, nie inicjujemy dyskusji ani nie kierujemy jej na nowe tory.

W kolejnym badaniu Leary pokazał nagrane przez siebie rozmowy innej grupie osób i poprosił, by poddały je nieco szerszej ocenie – a więc wydały osąd na temat nagranych rozmówców. „Nudnych” badani ocenili wyjątkowo surowo, stwierdzając m.in., że nie budzą sympatii, trudniej się do nich zbliżyć i uznać ich za przyjacielskich.

Niejako na pocieszenie dodajmy, że w jednym aspekcie osoby „nudne” zostały ocenione pozytywniej niż „interesujące” – obserwatorzy uznali nudnych bowiem za inteligentniejszych. Bo może potakiwanie to nie dowód nudnego usposobienia, ale sprytu?

.

#psychologiasprzedazy

Dodaj komentarz