Jak rodzi się empatia oraz co się dzieje, gdy ten mechanizm szwankuje?

Zło nie ma w sobie nic z metafizyki. Jego źródłem jest brak empatii dla drugiego człowieka – dowodzi w swojej książce „Teoria zła. O empatii i genezie okrucieństwa” znany brytyjski psychiatra Simon Baron-Cohen.

Temat książki tego znanego badacza autyzmu z University of Cambridge jest tak ważny i fascynujący, że aż niebezpieczny. Stara się on bowiem odpowiedzieć na fundamentalne pytania: czym jest i skąd się bierze ludzkie zło? Dla Barona-Cohena zło nie jest jakąś tajemniczą siłą pchającą człowieka do okrutnych czynów. Autor postuluje zdefiniować je jako brak empatii. Czyli deficyt jednej z najważniejszych i najbardziej niesamowitych ludzkich cech. Wprawdzie obecnej w jakiejś formie u innych zwierząt (szczególnie tych obdarzonych dużym mózgiem, jak nasi kuzyni szympansy), jednak w przypadku ­Homo sapiens – skomplikowanej i wyjątkowo istotnej dla życia społecznego (co nie stoi w sprzeczności z tym, że powstała ona na drodze biologicznej ewolucji).

Czym dokładnie dla Barona-Cohena jest empatia? To „zdolność rozpoznawania myśli lub uczuć innej osoby oraz reagowania na jej myśli i uczucia odpowiednią emocją”. Ta „odpowiednia emocja” oznacza np. smutek i współczucie, gdy ktoś inny mówi, że zmarła mu bliska osoba. Brak owej zdolności adekwatnego „rozpoznawania i reagowania” może wieść człowieka do czynów okrutnych, bo wówczas „innego” traktujemy jak przedmiot, a nie czującą, wrażliwą i podobną do nas istotę.

Autor, opisując empatię, nie ogranicza się tylko do jej definiowania. Pokazuje m.in., jak się ją mierzy za pomocą kwestionariuszy. Stara się także spojrzeć na tę ważną ludzką cechę od strony biologii i chemii naszego mózgu. Jego zdaniem, neuronauce udało się już zidentyfikować (przede wszystkim za pomocą skanerów fMRI, czyli funkcjonalnego rezonansu magnetycznego) te regiony naszego najważniejszego organu, które tworzą „specjalny mózgowy obwód empatii”. W jego skład wchodzi kilkanaście różnych części mózgu.

Osią książki Barona-Cohena i jedną z jego najważniejszych „10 nowych idei” jest analiza zaburzeń osobowości i ich związków z empatią. Od dawna wiadomo, że psychopaci pozbawieni są m.in. zdolności wczuwania się w emocje innych ludzi i reagowania na nie w adekwatny sposób. To sprawia, że wśród więźniów płci męskiej jest ich aż 15 proc., choć w całej populacji zaledwie 1 proc. Ale Baron-Cohen problem z empatią dostrzega nie tylko u psychopatów. Są oni jedną z trzech grup zaliczanych do stworzonej przez brytyjskiego uczonego kategorii ludzi „zero-negatywnych”. „Zero”, bo odznaczających się brakiem empatii. „Negatywnych”, gdyż ten brak empatii przynosi wyłącznie niedobre skutki.

Oprócz psychopatów do „zero-negatywnych” należą ludzie z osobowością borderline (pograniczne zaburzenie osobowości). Charakteryzują ich m.in. skrajne wahania nastroju, zachowania autodestrukcyjne (np. okaleczanie ciała aż po samobójstwo) oraz postrzeganie świata w czarno-białych barwach: coś jest albo wspaniałe, albo beznadziejne, nie ma stanów pośrednich.

Trzecim zaburzeniem osobowości, które Baron-Cohen lokuje w kategorii „zero-negatywni”, jest narcyzm. Diagnozuje się tak osoby m.in. skupione wyłącznie na sobie, przekonane o własnej wyjątkowości, wymagające od otoczenia podziwu, wykorzystujące innych do własnych celów oraz nieliczące się z ich uczuciami, a także aroganckie i wyniosłe. Zdaniem autora „Teorii zła” tradycyjna psychiatria i psychologia nie dostrzegała w powyższych trzech typach zaburzeń tego, co faktycznie je łączy: „że wszystkie trzy są formami zerowego poziomu empatii”.

Co ciekawe jednak, nie zawsze brak empatii musi być czymś złym. Baron-Cohen tworzy bowiem drugą kategorię: osób „zero-pozytywnych”. Analogicznie: odznaczających się brakiem empatii, który jednak przynosi pozytywne skutki. Do kategorii tej brytyjski psychiatra zalicza ludzi z zespołem Aspergera, czyli zaburzeniem rozwoju mieszczącym się w spektrum autyzmu. Osoby te rzeczywiście mają problem z rozumieniem ludzkich emocji i kontaktami społecznymi. Wynika to jednak z faktu, że są one dla nich nieuporządkowane, a to, czego przede wszystkim poszukuje taka osoba, to systematyczność. Dlatego ludzie z tym zaburzeniem potrafią być rewelacyjni w poszukiwaniu w otaczającym świecie jakichś wzorców czy prawideł, czyli systematyzowaniu. Jak pisze Baron-Cohen, „zaobserwowano nadreprezentację rodziców dzieci autystycznych w zawodach wymagających wysokiego poziomu systematyzacji, na przykład wśród inżynierów” (czynnik genetyczny wydaje się bardzo istotny dla zespołu Aspergera).

Ta potrzeba jasnych reguł – mimo że sprawia niekiedy bardzo poważne problemy w kontaktach społecznych – może mieć pozytywny wpływ na zachowania moralne. Ludzie z zespołem Aspergera „często jako pierwsi spieszą na pomoc osobie, która ich zdaniem traktowana jest niesprawiedliwie, ponieważ każda niesprawiedliwość stanowi naruszenie systemu moralnego, który skonstruowali zgodnie z zasadami prostej logiki. To dlatego osoby »zero-pozytywne« często można spotkać wśród tych, którzy egzekwują prawo, nie zaś tych, którzy je łamią”. Na marginesie warto dodać, że właśnie ten aspekt wykorzystali twórcy świetnego skandynawskiego serialu kryminalnego „Most nad Sundem”, gdzie jednym z dwojga głównych bohaterów jest detektyw Saga Norén, szwedzka policjantka ze zdiagnozowanym zespołem Aspergera.

Choć koncepcja zaburzeń „zero-negatywnych” i „zero-pozytywnych” jest niewątpliwie ciekawa i stanowi najważniejszy element całej książki, to jednocześnie budzi poważne wątpliwości. Baron-Cohen wskazuje bowiem na jeden wspólny mianownik borderline, narcyzmu i psychopatii: zerową empatię. Tymczasem jeśli zajrzy się do literatury naukowej, to liczne badania wcale nie pokazują, by ludzie z osobowością borderline mieli problem z odczytywaniem i adekwatną reakcją na emocje innych. Dlaczego zatem brytyjski psychiatra wrzuca ich do tego samego worka z psychopatami i narcyzami? Dowodem mają być badania mózgu wskazujące na odmienne działanie obwodu empatii. Tyle że autor „Teorii zła” przywołuje skąpe i nieprzekonujące wyniki na poparcie tej tezy, a sama koncepcja „obwodu empatii” to zaledwie hipoteza (np. nie wiadomo nadal, ile dokładnie struktur mózgu miałoby ów obwód tworzyć). Co więcej, nawet w przypadku narcystycznego zaburzenia osobowości literatura naukowa przedmiotu wskazuje, że przypisywanie im braku empatii może być nieprawdziwe. Stąd poważne obawy, czy książka „Teoria zła” nie okaże się negatywnie stygmatyzująca, szczególnie dla ludzi cierpiących na zaburzenie borderline.

Drugie zastrzeżenie, które można mieć do dzieła Barona-Cohena, to skupienie się na zaburzeniach osobowości występujących jedynie u kilku procent ludzi. Wprawdzie rozważania autora na temat ich podłoża genetycznego, mózgowego czy wpływu doświadczeń z dzieciństwa oraz możliwości prowadzenia skutecznej terapii braku empatii są niewątpliwie fascynujące, ale nie odpowiadają na zasadnicze pytanie o zło: to czynione przez zwykłych ludzi. Dlaczego osoby, które z empatią nie mają większych problemów i nie cierpią na zaburzenia osobowości, dopuszczają się zbrodni i okrucieństwa? To już dziś brzmi jak banał, ale powtórzmy: to nie psychopaci odpowiadają za Holocaust czy ludobójstwo w Kambodży czy Rwandzie.

Wprawdzie w jednym z ostatnich rozdziałów BaronCohen próbuje zmierzyć się z problemem „banalności zła”, ale robi to bardzo powierzchownie i mało przekonująco. Pod tym względem znacznie ciekawszymi lekturami są przetłumaczone w ostatnich latach na polski: „Efekt Lucyfera” Philipa Zimbardo (PWN 2008) i „Najbardziej niebezpieczne ze zwierząt” Davida Livingstone’a Smitha (CiS 2011).

Podsumowując: „Teoria zła” to książka niewątpliwie ciekawa, ale momentami bardzo kontrowersyjna.

Simon Baron-Cohen „Teoria zła. O empatii i genezie okrucieństwa”, Smak Słowa, 2014

empatia-estres

 

 Marcin Rotkiewicz | Polityka.pl