Jak piszesz, tak Cię widzą.

Portale społecznościowe – szczególnie Facebook – to ogromna tablica ogłoszeniowa, na której  sprzedajemy swoje historie. Dla każdego z nas ważne są różne kwestie: sukcesy zawodowe, osiągnięcia sportowe czy rodzinne. Lubimy to. To naturalna chęć nagrody, którą jest uwaga odbiorców naszych komunikatów. Przez publikację ciekawych informacji niektórzy chcą zapisać się w pamięci innych ludzi.

Lubię zwykłe tablice, na których można pisać kredą. W kuchni mam takie miejsce, na którym od czasu do czasu zapisuję lub przyczepiam informacje do zapamiętania.

Przyznacie sami, ze istnieje duża różnica między tablicą wirtualną a rzeczywistą. Ta realna jest w zasięgu wzroku domowników, ewentualnie gości. Pierwsza jest dostępna w sieci – eksponowana do większej lub mniejszej liczby osób, w zależności od ustawień prywatności profilu.

Co się dzieje, jeśli zdarzy się nam nieprzemyślany wpis, którego po jakimś czasie żałujemy? Odpowiecie – to proste, zawsze można go usunąć z profilu. Ok, ale postawię to pytanie inaczej: czy wrażenia, wywołane taką informacją, równie szybko znikną z pamięci użytkowników? Jeśli wpis był szczególnie obraźliwy lub emocjonalny, efekt może pozostać w umysłach odbiorców na  długo (swoją drogą, może powinno się określić miarę żywotności informacji na Facebook, swoistą jednostkę czasu lub uwagi?).

Dlaczego mielibyśmy się nad tym w ogóle zastanawiać? Zmieniamy miejsca pracy, kręgi znajomych, priorytety życiowe czy poglądy polityczne. Czy za kilka lat będziemy zadowoleni ze swojego wizerunku w internecie?

Na nasz portret w sieci składają się zamieszczane obrazy oraz słowa – także komentarze na profilach znajomych. Jest takie powiedzenie, że jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów. Moim zdaniem, słowa bardziej zapadają w pamięć i powodują większe emocje.

Twój wirtualny portret już istnieje

Na początku tego roku uczestniczyłam w uczelnianym seminarium na temat rozwoju własnej kariery. Podczas ćwiczeń prowadząca warsztaty wspomniała o wirtualnej wizytówce, którą większość z nas ma w sieci (chyba, że jest zupełnie offline – czy znacie takie osoby?).

Pewnie wiecie, że istnieją serwisy, które agregują informacje i prezentują wykaz linków dla szukanego internauty.

Ta informacja mnie nie zdziwiła.

Byłam jednak zaskoczona poruszeniem, jakie wzbudziła kwestia wirtualnej wizytówki wśród zebranych na sali. Odniosłam wrażenie, jakby wielu z nich dopiero uświadomiło sobie, że ich wirtualny wizerunek jest tam od jakiegoś czasu (na marginesie – w seminarium uczestniczyło około 100 osób).

Jakie są Twoje osobiste granice?

Ze względów zawodowych, od czasu do czasu przeglądam strony marek na Facebook. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze (i pewnie to nie nastąpi) do specyficznych wypowiedzi fanów. Co mam na myśli? Oto przykład: firma prezentuje swój produkt, pytając fanów o zdanie, a pani X wyraża następującą opinię: „D… nie urywa”. Zastanawiam się, czy wyraziłaby się tak samo, rozmawiając z obcymi osobami. Nie wiem, jak postrzegacie relację między marką a konsumentami w mediach społecznościowych.

Wizytę na fanpejdżu marki można porównałabym do spotkania z nieznajomym. To wirtualny pokój, do którego wchodzą różne osoby – niektóre z nich wymieniają się opiniami. Część odwiedzających może poczuć się zniesmaczona poziomem dyskusji, czyli …napisanymi słowami. Nie wspominając już o tym, że osoba komentująca buduje przy okazji swój określony wizerunek.

Inna kwestia to zdecydowane wyrażanie swoich poglądów. Parę tygodni temu trafiłam na dyskusję w grupie zawodowej na LinkedIn. Był to wątek na temat komunikacji w mediach społecznościowych. Zdziwiło mnie, w jak ostry sposób niektórzy uczestnicy dyskusji wyrażali się o użytkownikach Facebooka. Nie przebierali w środkach wyrazu – tak, jakby chcieli publicznie wylać wiadro pomyj. Na kogo? Po co?

Przecież LinkedIn to portal, który służy m.in. do budowania relacji biznesowych, nawiązywania kontaktów z potencjalnymi pracodawcami. Już nie tylko pracownicy działów HR, ale i kontrahenci lub nawet klienci (szczególnie w segmencie B2B) są zainteresowani obrazem i opinią na temat danej osoby. Wiadomo, gdzie najłatwiej to sprawdzić – w internecie.

Czy osoby wyrażające swoje poglądy w tak zdecydowany sposób są świadome, jaki pozostawiają po sobie ślad? Mam wrażenie, że chęć dobitnego wyrażenia swojej opinii jest silniejsza niż myślenie o konsekwencjach działania.

Jeszcze jedna dygresja odnośnie do wyrażania poglądów politycznych. Ja rozumuję w następujących kategoriach: biznes to biznes – jego strony szukają dobrych warunków do dokonania transakcji. Zwykle nie zaczynają relacji biznesowych od przedstawiania swoich poglądów na świat. Takie tematy mogą poruszać na kolejnym etapie relacji – gdy już mają do siebie zaufanie. Jeśli się na to decydują – zakładam, że mają świadomość, jak może to wpłynąć na relację biznesową.

Wydarzenie, które przyćmiewa wszystko inne

Teoretycznie to, co robimy w czasie wolnym, nie powinno mieć wpływu na ocenę w środowisku  zawodowym, ale…. Pamiętam przypadek znajomej, która zamieściła na serwisie banku zdjęć swoje zdjęcie w bieliźnie. Chyba zrobiła to świadomie, co więcej – pewnie była dumna z tego, jak się prezentuje. Od momentu, gdy zdjęcie znaleźli jej koledzy z pracy, została oznaczona odpowiednią etykietką (nie, nie była to jeszcze era hashtagów!). Jak się domyślacie, takie wieści lubią szybko się rozchodzić (potęga marketingu szeptanego!) Po jakimś czasie mało kto mówił o niej w kontekście kompetencji zawodowych, za to wszyscy wspominali o zdjęciu. Jej wizerunek był już określony i jednowymiarowy.

To samo może odnosić się do tego, co piszemy. Przykład? Memy. Na czym bazują? Najczęściej  czyjejś niefortunnej wypowiedzi – taką najłatwiej znaleźć w internecie.

Nie chodzi o to, by zachęcać wszystkich do podobnego stylu komunikacji lub politycznej poprawności. Jeśli kreujesz wizerunek osoby niepokornej, niestandardowej – to dobrze, jeśli jest to świadomy wybór. Zakładam, że liczysz się z jego konsekwencjami, choć te trudno przewidzieć w perspektywie kilku nadchodzących lat.

Pytania na dziś:

  • Czy jesteś świadomy / świadoma, czemu służą informacje, które zamieszczasz w sieci?
  • Czy piszesz swoje komunikaty świadomie czy na chybił trafił?
  • Czy masz swój osobisty kodeks prowadzenia komunikacji w mediach społecznościowych?

aganieszka-padzik-wolosAgnieszka Padzik-Wołos | Ekonomistka z zacięciem humanistycznym – lepiej przyswaja beletrystykę niż wiadomości gospodarcze. Od ukończenia studiów zajmuje się komunikacją marketingową. 12 lat przepracowała w branży funduszy inwestycyjnych. Obecnie menedżer i trenerka w projekcie Lekcja Pisania. Dodatkowo rozwija własny projekt Akcja Komunikacja. Przeciwniczka gotowych recept i słów-wytrychów. Fanka sedna spraw, jasnej komunikacji oraz nieskomplikowanych relacji międzyludzkich. Aby rozplątywać te zawiłości i dojść do swojego sedna, ukończyła studia Coaching profesjonalny na Akademii Leona Koźmińskiego. Uważa, że myślenie coachingowe bardzo pomaga w biznesie – także w komunikacji marketingowej i pisemnej. Od 4 lat prowadziswój blog prywatny, choć ostatnio z niską częstotliwością :-) Uwielbia spędzać czas we Włoszech, które są dla niej esencją dobrej kuchni, wina i smakowania życia.

social_media_strategy111