Impreza integracyjna może być haczykiem.

Sezon imprez firmowych w pełni, a z nim niewinne, jak często wydaje się pracownikom, szaleństwa. Prawie co dziesiąty przyznaje się do zrobienia czegoś, czego potem bardzo żałował. Tymczasem to dla szefów doskonała okazja do obserwacji. – I świetne narządzie dla działów kadr, choć pewnie niewielu HR-owców oficjalnie się do tego przyzna – przestrzega psycholog biznesu Marek Wojciechowski.

Skutki imprez integracyjnych w specjalnej ankiecie zbadał portal kariery Monster. Okazało się, że 4 proc. ankietowanych z powodu takich ekscesów straciło pracę, a co dwudziesty zachował się w sposób wpływający na reputację. Najgorsze wyniki były na Wsypach. W Wielkiej Brytanii aż 8 proc. ankietowanych zostało zwolnionych. Następni na liście imprezowiczów, których spotkały takie konsekwencje, znaleźli się Finowie (7 proc.) i Holendrzy (6 proc.).

Zabawa pod lupą

Zwykle na wspomnienie imprezowych ekscesów reagujemy śmiechem. Tymczasem nie zawsze jest się z czego śmiać. Bo imprezy integracyjne wcale nie mają integrować ze sobą załogi.

– Mają integrować ludzi z firmą, z jej celami, ideami. A jeśli już pojawia się element integracji międzyludzkiej to dlatego by w jej efekcie, scementowany zespół jeszcze lepiej rozumiał i realizował cele firmy. Utożsamiał się w swoim codziennym działaniu z firmą jako taką – tłumaczy Marek Wojciechowski.

I dodaje, że warto o tym pamiętać, by uniknąć naiwnego myślenia, że impreza integracyjna to taki altruistyczny, bezinteresowny prezent. – Każde działanie firmy i jej top managementu podporządkowane jest interesom firmy, a więc impreza integracyjna również. I byłby naiwnym ten, kto sądzi, że jest inaczej – mówi Wojciechowski.

Jaki interes może mieć duża korporacja w wydawaniu pieniędzy na jedzenie, picie i muzykę? Na przykład pomoc w systemie rekrutacji.

– Sytuacje, napięcia, emocje – jakie tworzą się w trakcie integracji wiele mówią o ludziach, ich motywacji, przekonaniach, systemie wartości jakim się w życiu kierują. Człowiek pozbawiony gorsetu codziennych obowiązków, reguł i zasad otwiera się. Jeśli impreza toczy się wg jakiegoś scenariusza, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że każdy element programu ma znaczenie. Zarówno symulacja czy gra biznesowa jak i wieczorny drink i dyskoteka – tłumaczy Wojciechowski.

Po imprezie odprawa

W skrajnych przypadkach zbyt huczna zabawa może zakończyć się zwolnieniem. – Podczas jednego ze szkoleń integracyjnych kobieta, dyrektor działu HR w jednej z dużych firm produkcyjnych tak “odleciała”, że następnego dnia na szkoleniu pojawił się osobiście wiceprezes, który zakończył jej karierę w tej spółce – wspomina Marek Wojciechowski.

Ekspert zaznacza jednak, że integracja to też doskonała okazja do zaprezentowania się ze strony, z jakiej nasz szef nas nie zna. I to w pozytywnym tego słowa znaczeniu. – Pamiętam, jak doskonała postawa jednego z uczestników szkolenia integracyjnego, spowodowała, że to właśnie on, spośród trzech innych kandydatów, w ramach procesu rekrutacji wewnętrznej został wybrany na stanowisko szefa działu, na którym to stanowisku, cechy, które pokazał w trakcie integracji – okazały się bardzo cenne, kluczowe – opowiada Wojciechowski.

Także Monika Cichocka, specjalistka HR firmy Money.pl, która pracowała w kilku korporacjach podkreśla, że nie taki diabeł straszny, a wszystko zależy od nas samych. – Nie dajmy się zastraszyć, że wspólna kolacja to jakiś wielki eksperyment i poligon doświadczalny, bo tak nie jest. Jeśli pracownicy czują się przymuszeni do wspólnego świętowania, przeczuwają najgorsze nawet, gdy szef zupełnie takich intencji nie ma. Wtedy żadna impreza nie ma szansy się udać – mówi Monika Cichocka.

Często jednak bywa też tak, że wspólny wyjazd celowo jest moderowany i formatowany tak, aby w jego trakcie rozpracować pracowników. – Ale jeśli mówimy o poszukiwaniu lidera, musi to być raczej jakaś przemyślana zabawa, zadanie do wykonania, nie kolacja z tańcami. Chociaż i w takich okolicznościach widać, które zespoły jak się dogadują, jakie są relacje między pracownikami. Dla szefa może być to podpowiedzią, co jeszcze należy w firmie usprawnić – tłumaczy Monika Cichocka.

Tyle, że kluczem do sukcesu jest naturalne zachowanie pracowników. A z tym bywa różnie. – Bo jak ludzie nie wierzą, że impreza jest dla nich, będą się mieli na baczności. Może dochodzić do paranoicznych sytuacji, kiedy pracownicy obawiają się ich zdaniem ukrytych, a w rzeczywistości nieistniejących intencji szefa – dodaje.

Jak więc bawić się na imprezach firmowych? – Bądźmy sobą i pozostańmy naturalni. Warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że pamięć o naszym zachowaniu przetrwa i może nas, w określony sposób zdefiniować. Dobrą markę buduje się latami, rzetelną pracą, zaangażowaniem i profesjonalizmem działania. Reputację można jednak utracić w ciągu jednego wieczora. I na nic późniejsze próby tłumaczenia, że emocje, alkohol i stres. Bo, jak mawia prezes jednej z dużych giełdowych firm, czas integracji to czas uważnej obserwacji – dodaje Wojciechowski.

.

Emilia Iwanicka | iWoman.pl