Dotyk ma znaczenie!

Dlaczego dotyk jest aż tak ważny? Desmond Morris, brytyjski zoolog, popularyzator nauki, w swojej książce „Zachowania intymne” podaje przykłady związanych z dotykiem gestów, których rolą jest dodanie sobie otuchy. Bo dotyk to jedna z naszych najsilniejszych potrzeb. Potrzebujemy go jak powietrza. A może nawet bardziej.

Co robi większość z nas, kiedy uświadomimy sobie, że zostawiliśmy w domu włączone żelazko czy niewyłączony gaz? Automatycznie przykładamy dłoń do policzka. Według Morissa jest to zachowanie, które ma nam udzielić natychmiastowego pocieszenia w formie ciepłego dotyku. Kiedy jesteśmy zdenerwowani, a nie ma obok nas bliskiego człowieka, któremu w takim momencie często automatycznie wkładamy swoją dłoń w jego dłonie, sami ściskamy swoje ręce.

W chwilach przygnębienia, wtedy, kiedy płaczemy, obejmujemy siebie. Zwłaszcza kobiety przybierają konkretną postawę: oplatają ramiona rękami i przyciskają nogi do klatki piersiowej. To pozycja, którą Kamila nazywa zwijaniem się w kłębek. Desmond Morris twierdzi, że podkurczone nogi są w tej sytuacji substytutem tułowia partnera, którego nie ma obok nas, a kolana zastępują jego klatkę piersiową lub barki. Jednym słowem – szukamy dotyku. Koi, leczy, wspomaga, pozwala przetrwać.

Dotyk to najpierwotniejszy ze zmysłów. Dotykać się… trzeba, mówią lekarze, potwierdzają psycholodzy. Nie bez powodu to samo podpowiada nam instynkt. „By przeżyć, potrzeba nam czterech uścisków dziennie. By zachować zdrowie – ośmiu. By się rozwijać, potrzebujemy dwunastu uścisków każdego dnia” – nie jest to cytat z podręcznika „Jak stworzyć sobie na ziemi raj”, ale słowa wypowiedziane przez znakomitą amerykańską terapeutkę Virginię Satir.

Mogą się wydać przesadzone – przecież nikt z nas nie ma ani czasu, ani możliwości na trwanie w uścisku godzinami – jednak to zalecenie potraktowane jako przenośnia powinno być stosowane niemalże jak to z lekarskiej recepty.

Nie każdy lubi być dotykany, to prawda. Są osoby, które nie przepadają za wkraczaniem w ich przestrzeń, niezależnie od uroku tego, który tę granicę próbuje przesunąć. Niektórzy z nas wolą trzymać dystans. Zazwyczaj jednak odczucie, czy dotyk jest dla nas przyjemnością, czy udręką, zależy zwyczajnie od tego, kto nas dotyka. Naruszanie naszej strefy intymnej np. w czasie podróży środkami komunikacji miejskiej, podczas zakupów w supermarkecie czy nawet w sytuacji towarzyskiej, ale bez naszej wyraźnej akceptacji, wywołuje dyskomfort. Reakcja na takie zachowanie innych najczęściej zależy od wzorców kulturowych lub środowiska, w jakim się wychowaliśmy.

Dotyk to zmysł, który formuje się jako pierwszy – przed węchem, wzrokiem, smakiem – około 7. tygodnia życia płodowego. Nic więc dziwnego, że również potem, we wczesnym dzieciństwie i dorosłości, ma tak wielkie znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania. Eksperyment przeprowadzony przez naukowców przyniósł zaskakujące wyniki.

Harry Harlow, amerykański psycholog rozwojowy, przekonał się, że małe małpki – oprócz zaspokojenia potrzeb czysto biologicznych, takich jak głód i pragnienie – potrzebują bliskiego kontaktu z czymś miękkim, ciepłym, przyjaznym. Umieścił nowo narodzone małpki w osobnych klatkach. W każdej z nich znajdowały się dwie sztuczne matki. Jedna z nich, wykonana z gołego drutu, miała przymocowaną butelkę z mlekiem. Druga nie dawała mleka, ale była pokryta miękkim futerkiem, do którego można było się przytulić. Okazało się, że wszystkie małpki wolały mamę futerkową. Do drugiej podchodziły tylko wtedy, kiedy były bardzo głodne.

Dalsze badania wskazywały, jak istotny jest wpływ bliskich relacji dzieci z rodzicami: małpki, które nie miały bliskich relacji z matkami, często później odrzucały swoje dzieci, ignorowały je. Na podstawie tych badań można stwierdzić, że bliski kontakt dziecka z matką ma zasadniczy wpływ na dalsze życie emocjonalne, na łatwość wchodzenia w interakcje społeczne oraz że dotyk jest ważnym aspektem tego kontaktu. Fizycznej bliskości, przytulenia, choćby przelotnego dotyku szukamy za każdą cenę. Jeśli trzeba się przyznać do samotności i poprosić o uścisk zupełnie obcego człowieka, robimy to. Przytulanie jest zachowaniem instynktownym. Związanym, podobnie jak jedzenie czy picie, z naturalną potrzebą przetrwania gatunku.

U ludzi wykształcił się mechanizm, poprzez który dziecko odczuwa potrzebę przytulenia się do matki. Dowodem na to jest odruch ssania. Podczas karmienia malec czuje ciepło, bicie serca, jest dotykany. Płacz to nic innego, jak próba nawiązania kontaktu. Krzyk ma na celu przywołanie matki, która przytuli, pogłaszcze, weźmie na ręce, czyli dotknie. Najczęściej po otrzymaniu takich gestów dzieci się uspokajają. Pieszczoty są potrzebne nie tylko do prawidłowego rozwoju emocjonalnego, ale także fizycznego. Amerykańscy naukowcy dowiedli, że noworodki przytulane rozwijają się lepiej, szybciej przybierają na wadze i są mniej narażone na choroby. O wpływie dotyku i przytulania na stan naszego zdrowia można dzisiaj powiedzieć bardzo dużo. Z badań wynika, że osoby pozbawione kojących kontaktów cielesnych częściej od innych zapadają na różne dolegliwości.

Według Desmonda Morrisa choroba może być wręcz podświadomym wołaniem o zainteresowanie „zawodowego dotykacza”, jakim jest lekarz. Przebywający w szpitalach pacjenci, jeśli są często dotykani przez personel, lepiej znoszą nieprzyjemne zabiegi i szybciej wracają do zdrowia. Masaże stosowane u ciężko i nieuleczalnie chorych pomagają przezwyciężyć ból i wyczerpanie, zmniejszają lęk i poczucie wyobcowania. Nie każdy z nas ma jednak możliwość, aby dotykać lub być dotykanym. Ponieważ udowodniono, jak dla każdego człowieka – ekstrawertyka i introwertyka – istotna jest ta potrzeba, w kilku krajach zorganizowano specjalne programy. Niemcy np. powołali coś na wzór prywatnych opiekunek, które zjawiają się w domach, przytulają, głaszczą. Ich zadaniem jest pozostawienie „klienta” w lepszym nastroju, z wyższą samooceną. Podobne praktyki można spotkać we Włoszech. Szwajcarzy stworzyli miejsce, do którego może przyjść każdy chętny do darmowych uścisków. Wystarczy ukończyć 16 lat. Akademia przytulania organizuje tak zwane niedziele z przytulaniem. Oferta skierowana jest nie tylko do singli . W zbiorowym przytulaniu mogą brać udział także osoby będące w stałych związkach. Akademia na dowód tego, jak ważne jest jej istnienie, podsumowała, co daje przytulanie: zwalnia pracę naszego serca, relaksuje nas, zwalcza wirusy oraz komórki nowotworowe, zwiększa naszą odporność, łagodzi bóle, powoduje, że śpimy głębiej i dłużej, poprawia zdolność koncentracji, pozwala walczyć z chronicznym zmęczeniem, poprawia nastrój, pobudza wydzielanie serotoniny (hormonu szczęścia).

Za to wszystko odpowiada właśnie dotyk. Ma sens okazywanie czułości jak najczęściej. Przytulanie się do rodziców, nawet wtedy, kiedy jesteśmy już dorośli. Do naszych dzieci, przyjaciół i partnerów. Mężczyźni coraz częściej sami przyznają, że potrzebują czułości. Według badania przeprowadzonego przez specjalistów z Instytutu Kinseya panowie potrzebują dotyku nawet bardziej niż kobiety.

Co więcej, częste przytulanie się właśnie im daje większą satysfakcję. Jesteśmy skłonni do rozrzutności, do odważnych kroków, czujemy się lepiej, jeśli tylko ktoś nas dotknie. W naszej kulturze dotyk bardzo często, w zasadzie zazwyczaj , utożsamiany jest z seksualnością. Bliskość fizyczna kojarzy się z erotyzmem. Rzadko widzimy dotykających się przyjaciół (kobiety mają na to trochę większe społeczne przyzwolenie, u mężczyzn skojarzenia homoseksualne są niemal nieuniknione).

Nie jesteśmy przyzwyczajeni do przytulania się jako wyrazu bliskości oraz czułości, która nie prowadzi do kontaktów seksualnych. Nawet w relacjach partnerskich osoby niemające tzw. zdrowych wzorców bliskości w rodzinie miewają kłopoty z wyrażaniem na co dzień czułości czy też bliskości inaczej niż tylko poprzez seks.

Tymczasem dotyk wiąże się z każdą sferą naszego życia i zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo go potrzebujemy i jak mu ulegamy. „Czego się pan napije?” – pyta kelnerka, delikatnie, prawie niezauważalnie dotykając ręką ramienia klienta. „Poproszę o herbatę” – odpowiada mężczyzna. Następnie płaci rachunek i zostawia całkiem wysoki napiwek. Przy sąsiednim stoliku inny gość wypija kawę. Nie został dotknięty i jak się okazało, napiwku nie zostawił. Rzecz dzieje się w kawiarni w Bretanii. 143 konsumentów – 97 mężczyzn i 46 kobiet – poddano, bez ich wiedzy, takiemu testowi. 24,6 proc. z nich zostawiło napiwek, jeśli kelnerka dotknęła ich ramienia. Jeśli nie, zrobiło to tylko 10,8 proc. – To nie jest żaden dziwaczny eksperyment – zaznacza na swoim blogu Nicolas Guéguen, pracownik naukowy z Uniwersytetu Południowej Bretanii, który prowadził badania. – Prosty gest, pozornie bez znaczenia, stymuluje nasz dobry nastrój. I ma rzeczywisty wpływ na nasze zachowanie – komentuje badacz.

Dotykanie ułatwia kontakty. Francuzi są jednym z narodów, obok Włochów i Hiszpanów, gdzie ludzie dotykają się najchętniej i najczęściej. W krajach kultury łacińskiej prawdopodobieństwo otrzymania monety od przechodnia jest dwa razy wyższe, gdy proszący ujmie go przez chwilę za ramię.

Zdaniem angielskiego psychologa Petera Colletta kontakt fizyczny „przywraca poczucie miłości i bezpieczeństwa, jakich doznawaliśmy w wieku niemowlęcym”. Dzięki niemu czujemy się akceptowani. Klient dotknięty przez sprzedawczynię spędzi w sklepie średnio dwadzieścia dwie minuty zamiast trzynastu. Ulega ekspedientce dobrowolnie. Tej techniki uczy się na wszystkich kursach dla sprzedawców.

Każdy człowiek dysponuje prawie dwoma metrami kwadratowymi skóry. Mamy więc czego dotykać. Moi drodzy, być może to dobry plan na dzisiejszy wieczór…

.

dr Marek Wojciechowski | psycholog biznesu