Czy spętał nas chroniczny stres?


Stres / czwartek, Kwiecień 12th, 2018

Stan stresu powstaje wtedy, gdy stawiane przed nami wymagania rozmijają się z naszymi możliwościami, a przynajmniej poddają je próbie.

Stresowi towarzyszy fizyczne pobudzenie, a także emocje: złość, smutek, uczucie napięcia, czasem również – wtedy, gdy sytuację odbieramy bardziej jako wyzwanie niż zagrożenie – uczucie przyjemnego podniecenia. Z biologicznego punktu widzenia stres to szereg zmian w funkcjonowaniu organizmu – wydziela się adrenalina, a gdy stan ten trwa dłużej, również inne hormony, takie jak kortyzol. Serce bije szybciej, kurczą się naczynia krwionośne, źrenice się poszerzają. W myśleniu o stresie soma i psyche stanowią nierozer­walną całość, a związki pomiędzy stanem fizycznym organizmu i psychiką są obustronne.

Długotrwały zbyt silny stres, z którym człowiek pomimo wysiłków nie potrafi sobie poradzić, może pociągnąć szereg kosztów psychicznych. To o nich przede wszystkim myślimy, mówiąc o negatywnych konsekwencjach stresu. Należą do nich symptomy obniżonego nastroju, depresji, lęku, a w przypadku stresu ekstremalnego – zespół stresu pourazowego.

O naszym słabeuszostwie

Czy współczesny świat jest stresogenny, raczej unieszczęśliwia i jest źródłem rozlicznych trosk? Dla wielu osób pewnie tak. Jedna z hipotez, która może się tu narzucać, to pogląd, że współcześnie ludzie czują się nieszczęśliwi, bo są psychicznie słabsi – chowani pod kloszem – i dlatego nie dają sobie rady z trudnościami życia.

Rzeczywiście, do pewnego stopnia stresujące wyzwania mogą nas czegoś uczyć i dzięki nim możemy sobie lepiej radzić z przyszłymi problemami. Idąc tym tokiem myślenia, można sądzić, że w przeszłości, narażeni na ciężkie doświadczenia już od początku swojego życia, ludzie byli silniejsi i dzięki temu – pomimo obiektywnych większych problemów od naszych – byli co najmniej tak samo szczęśliwi jak my teraz.

Niestety, reguła, że co cię nie zabije, to cię wzmocni, ma swoje poważne ograniczenia. Badania nad stresem traumatycznym pokazują, że w takich momentach, gdy zagrożone są życie i zdrowie, lub wtedy, gdy jest się świadkiem takich doświadczeń innych ludzi, praktycznie wszyscy reagują silnym ­stresem, a pamięć takich doświadczeń raczej utrudnia radzenie sobie w sytuacji kolejnych ekstremalnie stresujących doświadczeń.

O biednych i bogatych

Porównując skutki dla psychiki człowieka wywołane przez katastrofy naturalne w krajach zamożnych i w krajach biednych, wyraźnie widać, że w tych drugich są one wyraźnie większe. Powodzie, huragany, trzęsienia ziemi, gdy nawiedzają tereny słabe gospodarczo i mało rozwinięte, zostawiają po sobie jeszcze większe psychiczne cierpienie niż wtedy, gdy dzieją się w krajach zamożniejszych.

Słabsze przygotowanie techniczne, gorsza organizacja pomocy, nawet mała, ale trudna do powetowania strata majątku osobistego, wątła sieć pomocy instytucjonalnej, pomimo silniejszych więzi w tradycyjnej społeczności – to wszystko składa się na generalną regułę, że kataklizmy naturalne w biedniejszych krajach zbierają większe żniwo ofiar, a ci, co przetrwali, są w gorszym stanie psychicznym niż w analogicznej sytuacji w krajach bogatszych. Podobnie dzieje się w różniących się zamożnością rejonach krajów rozwiniętych.

Również długość trwania silnego stresu nie uodparnia na jego skutki. Istnieją rejony świata, na przykład w Afryce i w Azji, gdzie całe pokolenia wychowały się w sytuacji chronicznej wojny – z sąsiadami, z lokalnymi grupami etnicznymi, religijnymi. I tu można by pomyśleć, że człowiek może się do wszystkiego przyzwyczaić.

Wyniki badań nad zdrowiem psychicznym w takich społecznościach pokazują jednak wyjątkowo ponury obraz. W miejscach takich jak Burundi czy niektóre rejony Indonezji, dotkniętych trwałym konfliktem zbrojnym, liczba osób, które doświadczają symptomów depresji, zespołu stresu pourazowego czy różnych zaburzeń związanych z lękiem dochodzi do kilkudziesięciu procent populacji. Jest to więc skala kilkadziesiąt razy większa niż w miejscach, w których panuje pokój i relatywny dobrobyt!

O pogoni za szczęściem

Należy więc raczej przyjąć, że współczesny świat nie tylko zmniejsza ryzyko stresujących wydarzeń, szczególnie tych skrajnych, ale również oferuje nam bardziej skuteczne sposoby ochrony przed negatywnymi, psychicznymi skutkami takich doświadczeń. Skąd więc bierze się to przekonanie o tym, że współczesność niesie ze sobą stres?

Jednym z możliwych wyjaśnień jest zmiana oczekiwań współczesnego człowieka. Osobiste szczęście jest obecnie bardzo ważną wartością, o którą ludzie zabiegają. Można więc powiedzieć, że przy takich wysokich standardach nietrudno o frustracje. Z drugiej jednak strony, być może problemem jest rodzaj stresu, który nam z reguły towarzyszy.

O ekstremalnych wyczynach

Paradoksalnie, stres może być też stanem pożądanym. Wiedzą o tym animatorzy sportów ekstremalnych, a także twórcy filmów grozy. Pomimo że poszukiwanie ryzyka, szczególnie obserwowane u młodych mężczyzn, jest zjawiskiem uniwersalnym, występującym w różnych kulturach, również tych tradycyjnych (na przykład przytaczane przez Jareda Diamonda w książce pt. „Trzeci szympans” zawody odbywające się na wyspach Pacyfiku, polegające na niebezpiecznych skokach z budowanych wież), to w krajach Zachodu chyba przybiera ono szczególnie duże rozmiary, stając się ważnym elementem stylu życia.

Człowiek nie zawsze dąży więc do unikania stresu – czasem go wręcz poszukuje, a z badań nad różnicami indywidualnymi wiadomo, że ludzie różnią się pod względem poszukiwania ryzyka. Warto jednak zauważyć, że współczesne zjawisko poszukiwania stresu ma jeden wspólny mianownik. To, co jest czy bywa pożądane, to stres w miarę kontrolowany, związany z fizycznym wysiłkiem.

O ile żyjąc w świecie samochodów, klimatyzowanych biur, wind i ruchomych schodów z podnieceniem możemy pomyśleć o lataniu na paralotni czy wędrówce po górach, o tyle mało kto pragnąłby z własnej i nieprzymuszonej woli mieć pracę, w której frustracji dostarcza szef, czy też mieć problemy ze spłatą kredytu. Znakiem naszych czasów jest raczej stres polegający na chronicznym psychicznym dyskomforcie niż na konkretnym fizycznym zagrożeniu.

O szacowaniu wymagań i możliwości

Stan stresu – przypomnijmy – zwykle powstaje wtedy, gdy wymagania, które stawiane są przed nami, rozmijają się z naszymi możliwościami. Wymagania są przez nas interpretowane i oceniane; podobnie ocenie podlegają nasze możliwości. I od tego – to znaczy od ocen i interpretacji – zależy, czy stan stresu w ogóle się pojawi i jak będziemy próbowali sobie z nim poradzić. Oznacza to, że nie tyle zewnętrzne okoliczności, ale nasza reakcja na nie jest źródłem stresu. W tych samych sytuacjach różni ludzie mogą więc zareagować w różny sposób.

Na przykład idąc na egzamin można odczuwać niewielkie napięcie lub paraliżujący strach; można odczuwać niepokój, że coś się nie powiedzie, ale również podniecenie na myśl o sukcesie. Ktoś, kto udaje się pierwszy dzień do nowej pracy, prawdopodobnie będzie czuł się bardzo spięty. Zupełnie inaczej niż ten, kto do tej samej pracy udaje się rutynowo.

Od zasady, że stres jest zjawiskiem subiektywnym, mogą być jednak pewne wyjątki: stres związany z wojną, kataklizmem naturalnym. Stres silny i zagrażający życiu nie wymaga dokonywania ocen i interpretacji. W takich sytuacjach praktycznie wszyscy uczestnicy zdarzeń są głęboko poruszeni, emocje są silne i zostają w pamięci na zawsze. Niemniej, konsekwencje takich zdarzeń mogą być już różne i zależą od tego, co się dzieje w naszych głowach, a także od tego, jak reaguje nasze otoczenie.

Niektóre modele myślenia o stresie, nie negując wagi ocen i interpretacji, kładą większy nacisk na określenie tego, co w danej sytuacji jest tracone lub zagrożone i jakie mamy środki, aby sobie z tym poradzić. Owe środki nazywane są zasobami. Należy do nich i nasze doświadczenie, i ocena nas samych, i czas, którym dysponujemy, i dobra materialne, i wykształcenie, i ludzie, z którymi mamy bliskie relacje i na których pomoc i wsparcie możemy liczyć. Im bardziej podstawowe i ważne zasoby człowieka są tracone i zagrożone, tym silniejszy stres.

O samoobronie organizmu

Warto pamiętać, że stres to stan o tyle naturalny, że dysponujemy biologicznie ukształtowanym sposobem adaptowania się do niego. W ślad za zmianami w funkcjonowaniu organizmu, które wywołują wydzielające się hormony stresu – podążają przystosowania, których źródła są w naszym umyśle.

W obliczu stresu człowiek podejmuje działania, które mają na celu usunięcie źródła stresu i poradzenie sobie z negatywnymi emocjami. W psychologii mówimy: podejmuje radzenie sobie ze stresem. Gdy obawiamy się wyniku egzaminu, możemy skupić nasze wysiłki na tym, by się jak najlepiej przygotować. Pracę, w której atmosfera jest trudna do zniesienia, można zmienić na inną, a na hałaśliwych sąsiadów – skierować skargę. Żeby uspokoić emocje, można wyżalić się przyjaciołom. Można pójść na spacer. Można zażywać środki uspokajające.

Psychologowie od kilkudziesięciu lat toczą dyskusje, jak opisać i sklasyfikować wszystkie nasze sposoby radzenia sobie ze stresem. Próbuje się określić, od czego zależy ich skuteczność i w jakich sytuacjach są one podejmowane najczęściej. Niektóre wydają się generalnie mało skuteczne. Na przykład topienie smutków w kieliszku może stać się rutynowym sposobem zachowania w sytuacji napięcia, a stąd tylko krok do uzależnienia od alkoholu.

O kontrolowaniu sytuacji

Czynnikiem, który jest szczególnie ważny przy wyborze sposobów radzenia sobie ze stresem, jest możliwość kontroli nad daną sytuacją. Generalnie wtedy, gdy kontrola może być sprawowana, ludzie częściej koncentrują się na próbach walki z samym problemem, a gdy możliwości kontroli brak – częściej stosują unikanie lub też próbują zaakceptować problem lub poszukać w nim dobrych stron.

Sam brak kontroli jest już dla nas źródłem stresu. Jedną z ważniejszych potrzeb człowieka jest możliwość wpływania na świat i przewidywania zdarzeń. Człowiek woli myśleć o sobie jako o aktorze, a nie obserwatorze sceny swego życia. Potrzeba ta jest tak silna, że powszechnie mamy tendencje do przeceniania naszych możliwości oddziaływania na rzeczywistość, a zjawisko to nosi nazwę iluzji kontroli.

W eksperymencie, w którym prosi się uczestników, aby ocenili, na ile naciskanie przycisków na pulpicie ma związek z zapalającymi się i gasnącymi lampkami, ludzie z reguły wskazują na pewien związek, a więc możliwości wpływu, nawet jeśli lampki zapalają się i gasną w zupełnie losowej kolejności. Okazuje się więc, że znowu – nie tylko obiektywne cechy zdarzenia, ale to, co się dzieje w naszej psychice, wpływa na to, że sytuacje są postrzegane jako mniej lub bardziej kontrolowane.

Na przykład, w klasycznych badaniach nad radzeniem sobie z chorobą raka piersi okazało się, że badane kobiety powszechnie szukały jakiejś konkretnej przyczyny, dlaczego zachorowały. Wiadomo, że współczesna medycyna wskazuje na szereg uwarunkowań tej choroby, a w konkretnym przypadku raczej nie sposób wskazać, co było winowajcą. Działanie to jest więc ­irracjonalne. Niemniej jednak te kobiety, które „znalazły” jakąś przyczynę – na przykład wieloletnie kłótnie z mężem – czuły się lepiej i lepiej radziły sobie z chorobą.

Podobnie badania nad kobietami, które w dzieciństwie doświadczyły kazirodztwa ze strony ojca, zbrodni przerażającej i niezrozumiałej dla większości ludzi, starały się po latach odnaleźć sens w tym, co im się przydarzyło, a te, które taki sens znajdowały, odczuwały mniejsze cierpienie.

Myśląc o stresie we współczesnym świecie można zastanawiać się, na ile nasze subiektywne poczucie kontroli i możliwości znalezienia sensu w przytrafiających się nam zdarzeniach stają się zadaniem coraz trudniejszym. Być może mamy do czynienia z paradoksem, iż te same mechanizmy – nauka, technika, rozwinięty system gospodarki rynkowej, złożona organizacja społeczeństwa i państwa – otaczając nas kokonem chroniącym przed wieloma nieszczęściami i tworząc metody radzenia sobie z problemami, odbierają nam jednocześnie subiektywne poczucie kontrolowania rzeczywistości. I w rezultacie zagrożenia, które się pojawiają, stają się bardziej, a nie mniej stresujące.

Obecnie nauka i technika są raczej postrzegane jako źródło ryzyka dla świata, a nie – jak jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej – sposób jego ograniczania. Stresy związane z trudnościami życia codziennego (hałas, zatłoczenie, ryzyko pogorszenia sytuacji ekonomicznej) zdają się nie mieć konkretnego źródła, a przez to wymykają się naszej kontroli.

O pomocnej psychologii

Psychologia oferuje pewną wiedzę, która może pomagać człowiekowi radzić sobie ze stresem i jego niekorzystnymi konsekwencjami. Chociaż trwa spór, na ile to, co człowiek robi w obliczu stresu, jest automatyczne i nie podlega naszej woli, a na ile możemy świadomie wybierać sposoby radzenia sobie ze stresem, można na pewno powiedzieć, że to, co myślimy i jak widzimy stresującą sytuację, i jak sobie z nią radzimy, w dużym stopniu można świadomie kształtować. Istnieją skuteczne procedury, w trakcie których pomaga się spojrzeć na dane zdarzenia w nowy, odmienny sposób. Można się również uczyć stosowania rozmaitych sposobów radzenia sobie ze stresem.

O wsparciu

Jednym z bardziej uniwersalnych sposobów walki ze stresem i łagodzenia jego negatywnych skutków jest poszukiwanie wsparcia u innych ludzi. Może to polegać na szukaniu pomocy w rozwiązaniu problemu, informacji na jego temat albo po prostu pocieszenia i poczucia bliskości.

Prawidłowość tę ustalono w zasadzie we wszystkich możliwych przypadkach: od katastrof i innych ekstremalnych zdarzeń, poprzez radzenie sobie z chorobą, aż do stresu doświadczanego w pracy. Wsparcie może płynąć z różnych źródeł: od rodziny, przyjaciół, sąsiadów i współpracowników – aż po profesjonalistów. Ci ostatni, określani mianem wsparcia zinstytucjonalizowanego, to przykładowo pracownicy opieki społecznej, psycholodzy, interwenci kryzysowi, pracownicy instytucji pomocowych i charytatywnych.

Czy każde wsparcie jest równie dobre? Wydaje się, że nie. W pewnych sytuacjach bardziej oczekujemy pomocy od niektórych osób. W przypadku problemów w pracy szczególnie ważna jest pomoc i zrozumienie ze strony przełożonych i współpracowników. Jeśli go brak – ryzyko poczucia wypalenia zawodowego wzrasta. Podobnie jest w przypadku tzw. stresu pola walki. Tu wsparcie ze strony dowódców okazało się kluczowe.

Pojawienie się możliwości pomocy ze strony wyspecjalizowanych do tego celu instytucji to zapewne znak naszych czasów. W społecznościach tradycyjnych głównym źródłem oparcia jest klan – rodzina poszerzona o bliższych i dalszych krewnych, wspólnota sąsiedzka czy grupa członków religijnej społeczności. W świecie nowoczesnym grono bliskich ulega zawężeniu do osób z najbliższej rodziny, a niektóre więzi, jak wspólnoty sąsiedzkie, ulegają osłabieniu.

Pomoc ze strony innych jest szczególnie istotna, gdy weźmie się pod uwagę sytuację, w której ci, którzy są dla siebie wzajemnie oparciem, stają równocześnie w obliczu nieszczęścia. Dzieje się tak w przypadku katastrof naturalnych, takich jak powódź, gdy silny stres i straty materialne dotykają całe rodziny i całe społeczności lokalne. Z reguły ludzie w obliczu zbiorowych tragedii rzadziej reagują paniką, a częściej stają solidarnie do pomocy. Wbrew obiegowym opiniom, irracjonalne i paniczne reakcje  to raczej rzadkość w momentach kryzysu. Dominują reakcje racjonalne, a altruizm, czyli bezinteresowna pomoc nawet wobec obcych osób, jest typowym zachowaniem. Jednak z czasem ten potencjał pomocy zaczyna słabnąć.

O wsparciu negatywnym

W psychologii opisano także zjawisko tzw. wsparcia negatywnego. Przejawia się w odtrąceniu, odmawianiu pomocy, a bywa, że i obwinianiu ofiar tragicznych zdarzeń. Dzieje się tak szczególnie często w przypadku ofiar gwałtu. Dotyczyć to może jednak i innych osób. ­Weterani, wracający z wojny w Wietnamie, która dla wielu z nich była głębokim i tragicznym doświadczeniem, zetknęli się z niechętnymi reakcjami społeczeństwa amerykańskiego.

Również osoby cierpiące w wyniku niektórych chorób, szczególnie psychicznych, spotykają się niejednokrotnie z brakiem zrozumienia i odrzuceniem. Dzieje się tak zapewne dlatego, że choć wolimy myśleć o sobie jako o skorych do pomocy altruistach, konfrontując się z czyjąś tragedią, odczuwamy prywatny dyskomfort, nie mogąc pojąć, jak w sensownym świecie zdarzają się tak bezsensowne cierpienia.

Odrzucenie, zapomnienie, obwinienie stają się sposobami samoobrony przed wywołującymi stres doświadczeniami. Zjawisku temu (które Aleksander C. McFarlane, australijski psychiatra, określił mianem społecznego wyparcia traumy) do pewnego stopnia ulegli i sami psychologowie. Pierwsza definicja traumy, a więc ekstremalnego, silnego stresu, uznawała, że cechą takich zdarzeń jest rzadkość i wykraczanie poza granicę typowego doświadczenia człowieka. W toku dalszych badań stwierdzono jednak, że co najmniej jedno takie doświadczenie w ciągu życia rela­cjonuje nawet dwie trzecie respondentów. Do zdarzeń tych należą doświadczenie silnej przemocy, przemocy seksualnej, bycia ofiarą przestępstwa, udział w wypadku czy w zdarzeniach takich jak pożar.

O indywidualnej wrażliwości

Dotychczasowy wywód może sprawić wrażenie, że stres oznacza automatycznie cierpienia i ideałem byłoby całkowite usunięcie go z życia. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze, jak wspomniałam – ludzie często świadomie angażują się w różne ryzykowne sytuacje, a więc akceptują cenę przeżywania stresu w takich sytuacjach (niekiedy wręcz emocje towarzyszące takim zdarzeniom są celem samym w sobie). Po drugie, w przypadku większości trudności czy niepowodzeń potrafimy sobie świetnie poradzić i jedyną ceną, jaką płacimy, jest chwilowe przygnębienie czy zmęczenie, po którym z powrotem dochodzimy do równowagi.

Nie zawsze stres musi skutkować psychicznymi kosztami. Człowiek w obliczu nawet bardzo dramatycznych zdarzeń może wykazać się znaczną odpornością. Odporność ta jest różna u różnych osób i zależy tak od naszej konstrukcji psychicznej, jak i zewnętrznych okoliczności. Cechy, które ułatwiają opanowanie stresu, to: duża aktywność, poczucie bezpiecznych więzi z innymi, przekonanie o własnej skuteczności, a także poczucie sensu własnego istnienia oraz otaczającej rzeczywistości.

O zasobach raz jeszcze

Badania nad stresem prowadzą do oczywistej konkluzji, iż życie nie jest sprawiedliwe: ci, którzy mają wiele różnych zasobów (np. zdrowie, przyjaciół, wykształcenie, oszczędności w banku), są mniej narażeni na negatywne skutki stresu; gdy bowiem pojawia się problem, mają więcej możliwości poradzenia sobie z nim. Odwrotnie zaś dzieje się z tymi, którzy w różne dobra – nie tylko materialne, ale również psychiczne i związane z kontaktami z innymi ludźmi – są ubodzy. Tym razem przysłowie, iż nieszczęścia chodzą parami, wyraża myśl potwierdzoną w naukowych dociekaniach. Im mniej mam, tym bardziej jestem narażony na utratę tego, co mam, i tym trudniej jest mi sobie poradzić z problemami.

Stevan Hobfoll nazywa to zjawisko spiralami strat. Polega ono na tym, że pierwotna klęska czy nieszczęście uruchamia całą sekwencję nowych problemów. Na przykład w wyniku choroby można stracić pracę, wykorzystać swoje oszczędności, co spowoduje stres związany z pogorszeniem sytuacji ekonomicznej, która wywoła napięcia pomiędzy bliskimi osobami, kłótnie i ryzyko rozstania itd.

Zadaniem pierwszoplanowym dla instytucji zajmujących się pomaganiem ofiarom nieszczęść jest więc podparcie, niejako z zewnątrz, upadającej konstrukcji czyjegoś życia oraz przerwania – najwcześniej jak tylko można – rozkręcającej się spirali nieszczęść.

.

Korzystając z okazji
– zapraszamy do skorzystania z naszej oferty!
Poznaj jej szczegóły (TUTAJ)

 

.Ko

Dodaj komentarz