Czy depresja może mieć pozytywną twarz?

Powyższy tytuł brzmi tak absurdalnie, że zanim napiszę cokolwiek więcej, powinienem się od razu z tym nie zgodzić. Czy ktokolwiek rozsądny może w ogóle rozważać depresję jako coś pozytywnego? W jaki sposób?

W dzisiejszej biologii wszystko kręci się wokół ewolucjonizmu. Istnieją liczne teorie ewolucji, ale najważniejsza z nich, współczesna synteza ewolucyjna, opiera się głównie na darwinowskiej teorii doboru naturalnego z późniejszymi modyfikacjami i na genetyce. Zbudowany wokół nich paradygmat wykorzystywany jest powszechnie w naukach biologicznych i chyba nie ma obecnie dziedziny biologii, w której się go nie stosuje (a jeśli taka istnieje, biolodzy dobrze ją ukrywają). Powoli przenika on i do innych nauk. W medycynie teorie ewolucji najczęściej wykorzystuje się w psychiatrii.

Przypomnijmy, koncepcja doboru naturalnego polega na przeżywaniu osobników lepiej dostosowanych. W danej populacji osobniki różnią się zdolnością do przeżywania i rozrodu (czyli właśnie dostosowaniem), te o większym dostosowaniu pozostawiają po sobie więcej potomstwa i – o ile wspomniane różnice mają przynajmniej po części podłoże genetyczne – przekazują potomstwu korzystne cechy, które rozprzestrzeniają się w populacji. Cechy niekorzystne są eliminowane.

To właśnie rozumowanie zastosowano do zaburzeń depresyjnych. Typowe objawy depresyjne obejmują obniżony nastrój, brak energii i chęci do działania, niezdolność do odczuwania przyjemności, spowolnienie. Osoba depresyjna ma trudności w wykonywaniu pracy, nie może jeść, spać, o staraniu się o potomstwo nie wspominając. Nie ulega wątpliwości rola czynników genetycznych w powstawaniu tego zaburzenia, ewidentnie zmniejsza ono dostosowanie, więc powinno podlegać doborowi naturalnemu. Można by więc mieć nadzieję, że dobór prędzej czy później zaburzenia depresyjne z populacji usunie…

Ale jakoś nie usuwa. Zaburzenia te obserwowane są bardzo często, choruje kilka-kilkanaście procent populacji. A WHO przewiduje, że ich żniwo jeszcze rośnie. Widać stąd, że zaburzeń depresyjnych dobór nie tyka. Czyżby więc nie zmniejszały dostosowania? Na to wygląda.

Jak to wyjaśnić? Umiarkowany pogląd głosi, że zaburzenia depresyjne uwarunkowane są przecież poligenowo i niektóre, skrajne kombinacje alleli (form genów) po prostu się nie sprawdzają. Tak jak najniżsi w populacji często mają ciężej. Tak jak w Afryce najlepiej mieć jeden gen sierpowatości czerwonokrwinkowej, bo chroni przed malarią, ale dwa powodują groźną anemię. Ale istnieje jeszcze, niezbyt rozpowszechniony (przyznać trzeba, że jednak cała psychiatria ewolucyjna nie jest dziedziną znaną ani rozpowszechnioną) pogląd, że same zaburzenia bądź objawy depresyjne mają jakąś ukrytą funkcję zwiększającą dostosowanie, neutralizującą w jakiś sposób ich oczywisty negatywny wpływ.

Pomysłów jest kilka. Pierwszy – tzw. hipoteza immunologiczna – traktuje epizod depresyjny jako element walki z zakażeniem. Zwraca uwagę na zmiany w układzie odpornościowym podczas epizodu depresyjnego. Między innymi we krwi rośnie wtedy stężenie prozapalnych białek. Ponadto człowiek, który nie ma siły ani ochoty wstać z łóżka, będzie leżał i odchorowywał, zamiast chodzić, ryzykując pogorszenie stanu zdrowia i jeszcze zarażenie rodziny. W dawnych czasach, przez większą część ludzkiej ewolucji, stres wiązał się z możliwością urazu, zranienia, a więc i infekcji, więc pojawienie się zawczasu po stresogennej sytuacji objawów depresyjnych zwiększałoby dostosowanie. Byłoby to zapewne dość wiarygodne wyjaśnienie, gdyby tylko epizod depresyjny trwał tyle co przeciętna infekcja – tygodnie, a nie miesiące.

Inni naukowcy szukają wyjaśnienia w relacjach społecznych:

1. Objawy depresyjne mają zapobiec niebezpiecznemu i zazwyczaj bezowocnemu konkurowaniu z osobami wyżej postawionymi w hierarchii społecznej (hipoteza pozycji społecznej). Dlaczego zatem osoba pogrążona w depresji nie konkuruje również z tymi postawionymi niżej, z którymi łatwo mogłaby wygrać?

2. Osoba w depresji jest jak dziecko pozostawione na pewien czas przez matkę, które aby przetrwać, musi oczekiwać w ukryciu na jej pobyt, a nie eksplorować otoczenie (hipoteza przywiązania na bazie starych prac Bowlby’ego). Dlaczego zatem dzieci miewają zaburzenia depresyjne rzadziej niż dorośli?

3. Brak apetytu, bezsenność, brak chęci do działania, utrata zainteresowań pozwalają osobie w depresji skupić się wyłącznie na rozwiązaniu trudnych problemów społecznych. Autorzy tego ostatniego pomysłu (tzw. społeczna funkcja ruminacji, wchodząca w skład hipotezy nawigacji społecznej Watsona i Andrewsa) nie podają jednak żadnej pracy, w której wykazano by większe zdolności osób depresyjnych w zakresie rozwiązywania problemów. Publikacje mówią raczej o spadku takich zdolności. Druga część hipotezy nawigacji społecznej (funkcja społecznej motywacji): zachowanie osoby depresyjnej niekorzystnie wpływa na otoczenie i ma je zmusić do udzielenia pomocy. Czy ta druga osoba będzie skłonna rzeczywiście udzielić pomocy, czy raczej po prostu w końcu zerwie kłopotliwą relację? Również brakuje jakichkolwiek popierających badań popierających przedstawioną pozytywną funkcję objawów depresyjnych.

Pojawia się w końcu sformułowana przez Wittmana hipoteza motywacyjna, określająca objawy depresyjne rodzajem bólu psychicznego i porównująca je z bólem fizycznym. Sam ból nie ma znaczenia adaptacyjnego, ale ostrzega przed niebezpieczeństwem i prowadzi do rozwinięcia się silnego skojarzenia: nie rób tego, bo będzie bolało. Nie podejmuj aktywności zmniejszającej dostosowanie, bo wpadniesz w depresję. Podobnie jak w przypadku większości z wymienionych hipotez nie istnieją badania potwierdzające pogląd Wittmana.

Generalnie mamy tutaj sporo różnych, często sprzecznych ze sobą hipotez, które w większości nie zostały jeszcze dobrze opisane z ewolucjonistycznego punktu widzenia i dla których nie opracowano jeszcze możliwych sposobów ich falsyfikacji. Podobnie ma się sprawa z licznymi ewolucjonistycznymi wyjaśnieniami schizofrenii, nielicznymi – choroby afektywnej dwubiegunowej i w miarę licznymi – zaburzeń lekowych. Ewidentnie psychiatria ewolucyjna i w ogóle medycyna ewolucyjna jest jeszcze w powijakach…

I na koniec jeszcze jedno: cokolwiek by wynikało z ewolucjonizmu, medycyna leczy pacjenta, a nie jego dostosowanie. Jakkolwiek dany objaw wpływałby na dostosowanie, liczy się to, jak wpływa na samopoczucie dotkniętej nim osoby.

.

Marcin Nowak | Polityka