Co robię, gdy planowanie mnie przerasta?

Koniec roku, jak to koniec roku – u nas w firmie oznacza czas podsumowań, wniosków, sprawdzenia co się udało zrealizować, a co okazało się być przysypane kolejnymi „pilnymi_nie_cierpiącymi_zwłoki_wymającymi_natychmiastowego_działania” sprawami.

Koniec roku to również dla nas moment na planowanie zarówno strategiczne jak i taktyczne działań. Przede mną zapisane drobnym maczkiem 6 kartek. Dodatkowo ozdabiają je wykresy, diagramy i inne esy-floresy. Co dalej z nimi zrobić? Podzielę się z Tobą prostym narzędziem, które skutecznie pozwala mi uporządkować obszary/zadania i to na każdym poziomie szczegółowości.

Wygląda tak:

Dzięki tablicy Eisenhowera – bo to o niej mowa – właśnie teraz – 28 grudnia – określam własne priorytety na nadchodzący rok.

Jak to działa?

Pole nr 1 określa rzeczy pilne i ważne – czyli wszystko to, co kolokwialnie określam jako „pożar w domu uciech” 😛

Z reguły są to zadania czy obszary, którymi muszę się zająć bezpośrednio i natychmiast. Często mają charakter urzędowy, są zaległe/przedawnione bądź mają znamiona kryzysu.

W polu nr 2 umieszczam tematy pilne i nieważne. Wówczas muszę sobie szczerze odpowiedzieć, które z nich wymagają rzeczywiście mojego udziału, a co mogę delegować. Po cichu przyznam się, że nie jest to dla mnie łatwe. Moja osobista potrzeba kontroli rzeczywistości potrafi czasami mnie samą zaskakiwać 🙂

Pole nr 3 to pole planowania. Sprawy ważne i niepilne to najczęściej dla mnie sprawy związane z planowaniem średnio i długoterminowych celów oraz ich realizacją. Wszelkie działania o charakterze strategicznym i inwestycyjnym lądują również w tym polu. Miękkie obszary, np. budowanie relacji zarówno biznesowych jak i prywatnych, planowanie czasu tylko dla siebie bieganie czy basen też znajdzie się w tym polu.

I na koniec pole nr 4 czyli sprawy nieważne i niepilne…. Czy już mówiłam, że szczerość w tablicy Eisenhowera jest potrzebna? Szczególnie gdy trzeba uderzyć się w swoje piersi i ocenić własną efektywność?

Nie wiem jak Tobie Szanowny Czytelniku, ale mnie zdaża się kończyć dzień z poczuciem, że zabrakło mi 3-4 godzin. Jednak, gdy kończę tydzień z myślą, że jeszcze z jeden dzień by mi się przydał – siadam z kartką w ręku i zaczynam analizować…

I niestety – okazuje się, że po pierwsze – znajduję sprawy niepilne i nieważne, a po drugie – takie, które zamiast trafić do kosza – pożarły mi 3, 6, 8 … godzin w skali tygodnia. Kim są moi osobiści złodzieje czasu? Mam ich dwóch. Są to maile oraz internet. Puszczeni bez kontroli są w stanie zjeść mi każdą jednostkę czasu.

Dlatego w planach na 2017 r. w polu nr 3 (ważne i niepilne) – uwględniłam rekonfigurację skrzynek mailowych i zarządzanie zakładkami w przeglądarce internetowej 🙂

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

.

Monika Walczak Monika Walczak | Managing Director