5 porad marketingowych od Franka Underwooda

Bez obaw, tu nie ma spoilera. Jeśli jeszcze nie obejrzałeś ostatniego sezonu „House of Cards”, możesz śmiało czytać. Jeśli już obejrzałeś to znaczy, że jesteś fanem Franka Underwooda, a więc tym bardziej powinieneś przeczytać ten tekst.

1. If you don’t like how the table is set, turn over the table

Praktycznie każda prezentacja ofertowa powinna zaczynać się od slajdu z tym cytatem. Ba, każde spotkanie powinniśmy zaczynać od przypomnienia tej myśli. Żeby odnieść sukces, trzeba postępować według tej zasady. Rzeczywistość rynkowa jest jaka jest, najczęściej działamy w warunkach dalekich od marzeń. W takich właśnie warunkach musimy jednak osiągać sukcesy. Nie możemy się cofać, a często jedyną możliwością pójścia dalej jest właśnie wywrócenie stolika. Jeśli nie chcą nas wpuścić drzwiami, wejdźmy oknem. Marketing partyzancki już dawno wszedł przecież na salony. Bon mot Franka dotyczy tutaj zarówno sytuacji pracy nad strategią komunikacji wewnątrz agencji, jak i prezentacji oferty klientowi. Nie możemy tylko popaść w fetyszyzm i przesadzić. Nie zawsze, nie w każdej sytuacji, nie dla każdego klienta dobrym pomysłem będzie oferowanie wywrócenia stolika. Czasem lepiej zasiąść do stołu, niż go wywrócić. Ale tylko czasem.

2. For those of us climbing to the top of the food chain, there can be no mercy. There is but one rule: hunt or be hunted

To hasło tez powinno zawisnąć w biurze każdego dobrego specjalisty od komunikacji, marketingu czy reklamy. W tej branży nie ma bowiem miejsca na bierność. Trzeba działać aktywnie, atakować, bo inaczej ktoś zaatakuje ciebie. Nie ma trzeciej drogi. Musisz walczyć o klientów, polować na najlepszych, eliminować przeciwników i ciągle się rozwijać. To nie posadka w urzędzie, to walka. Umówmy się, w chwili gdy klient wpada w nasze dłonie to tak naprawdę jest bliżej odejścia od nas niż kiedykolwiek. Nie jest bowiem największą sztuką pozyskać klienta. Największą sztuką jest pozyskać go, a potem utrzymać i to jeszcze utrzymać w ten sposób, aby klient był zadowolony. Wiele osób stwierdza, że jak już klient jest u nas, to można odpuścić – przetarg wygrany, koniec walki. Z takim myśleniem szybko staniemy się zwierzyną łatwą do upolowania. A przecież każdy z nas chce być myśliwym. Nauczymy się więc skutecznie polować.

3. I couldn’t possibly comment

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem – dlaczego tak często o tym nie pamiętamy? Ile razy obiecałeś za dużo klientowi? Ile razy napisałeś coś nie tak użytkownikom w social mediach? Ile razy wypisałeś za dużo bajerów na slajdzie? A pamiętasz jak ostatnio stworzyłeś nieosiągalny KPI? I po co ci to wszystko? Nie łatwiej jest czasem milczeć? A pamiętasz jak Krzysiek napisał po pijaku cos na Fejsie? Stracił klienta i dobrze, bo trzeba było nic nie pisać. Czasem warto pomilczeć. Nie każdy kto pisze na fan page’u wymaga od razu szczegółowej odpowiedzi od fachowca. Czasem wystarczy sympatyczna reakcja, dzięki której fan poczuje się obsłużony. Nie zawsze musimy mówić to, co nam się wydaje, że użytkownik czy klient chciałby usłyszeć. Czasem lepiej postawić na minimalizm. Prawdziwe piękno to bowiem właśnie minimalizm, a nie nadmierna ilość dodatków.

4. While you argue the present versus the past, I am making the future

Działania marketingowe i wizerunkowe to dziś praca na 24 godziny dziennie, siedem dni w tygodniu. Nie ma tu miejsca na nadmierne analizowanie tego, co było czy przejmowanie się tym, co jest. Głupia sprawa, ale w ogóle nie należy zajmować się zakończonymi kampaniami ani bieżącymi wpisami wkurzonych użytkowników. One nic nie znaczą w porównaniu z tym, co przed tobą. Przed tobą przyszłość i zajmij się myśleniem o niej. Pomyśl, co zrobić, by zyskać przewagę jutro, bo wczorajszych zwycięstw dziś nikt już nie pamięta, a to, co dzieje się w tej chwili też właśnie stało się przeszłością. Skup się na tym, co możesz zrobić dla swojej marki jutro. Bo wczoraj nikt już nie kupi waszych produktów, a jutro jest na to spora szansa. Do roboty.

5. Read the fine print

Zanim wyślesz mail, sprawdź czy adresat jest dobry. W pewnej szkole matka pomyliła jedną literkę w adresie i wysłała wychowawczyni swojego dziecka mail, w którym ją zwymyślała. Ile razy tobie zdarzyło się coś podobnego? A ile razy wysłałeś ofertę z literówką? Ile razy w nocy przymknąłeś oko i potem przez to przegrałeś przetarg? Pamiętaj, sprawdź wszystko podwójnie, zanim ujrzy to światło dzienne. Błędów nie robi tylko ten, kto nic nie robi – a więc jest spora szansa, że się gdzieś pomylisz. Sprawdź i przynajmniej zminimalizuj ryzyko. To już coś.

Frank Underwood to studnia bez dna. Tylu powiedzonek i bon motów nie widziałem jeszcze u żadnego polityka. Na wszystko ma usprawiedliwienie, a nawet jak go nie ma, to i tak potrafi zrobić z tego użytek. Jest tak cyniczny i brutalny, że nie powinno się brać z niego przykładu, ale jeśli miałbym wybierać: wszystko albo nic od Franka Underwooda, to stawiam na to, co akurat jest mi przydatne.

.

 

Marcin Żukowski | nowymarketing.pl